Od dawna przyjaźniłaś się z Jayem. Nawet poczułaś do niego coś więcej. Nie, niemożliwe, przecież miałaś chłopaka. Eddie, przystojny blondyn, 180cm wzrostu, kapitan szkolnej drużyny rugby. Byłaś z nim od całych trzech lat i wiedziałaś, że bardzo go kochasz. Jednak bardziej kochałaś popularność. W szkole nigdy nie widywałaś się z Jayem, był za mało ... "znany". Wasze kontakty ograniczały się do rozmów na facebooku, wiadomości i ewentualnie spotkania w weekend.
Piątek. Zaprosiłaś Jaya na wieczorny seans filmowy, który obiecałaś mu już dawno temu ! Godzina 19.00, punktualnie słyszysz dzwonek do drzwi. Zbiegasz uradowana po schodach i otwierasz. Witasz się z przyjacielem i zapraszasz do środka. Idziecie do kuchni, robicie popcorn, wygłupiacie się. Kiedy już siedzicie u Ciebie w pokoju i oglądacie strasznie nudny film, Jay zaczyna rozmowę, całe szczęście !
- <t.i.> - mówi. - musisz mi coś wyjaśnić
- Ojej, już się boję - wkładasz do buzi popcorn.
- Cieszę się Twoim szczęściem, ale nie sądzisz, że jak na najlepszych przyjaciół spędzamy ze sobą trochę za mało czasu ?
- Jay, o czym Ty mówisz ? - wybuchasz śmiechem. - Wiesz, że Eddie jest strasznie zazdrosny. Nie mogę spędzać z Tobą każdej przerwy !
- Nie spędzasz ze mną ani jednej przerwy, nawet kiedy siedzimy w szkole do 17.00 ! Wtedy Eddie jest już dawno w domu. Przecież on nie chodzi na próby naszej kapeli. Chyba, że zacznie, żeby Cię pilnować
- Daj spokój ! Gadamy codziennie po szkole !
- Na facebooku...
- Ale gadamy !
- Nie chcę tak gadać. Chcę się z Tobą pośmiać na przerwach w szkole, jak kiedyś. Być u Ciebie co weekend i oglądać beznadziejne filmy, jak kiedyś. Robić z Tobą głupie miny do zdjęć kiedy idziemy na pizze albo kebab, jak kiedyś. No właśnie.. kiedyś ! Teraz nie robimy już nic z tych rzeczy
- Oglądamy film. To wymieniłeś - napiłaś się soku lekko zirytowana.
- Pierwszy raz od dwóch lat
- Jay, bo pomyślę, że jesteś przeciwny mojemu związkowi z Eddie'm
- No i dobrze myślisz
- Serio ? Zazdrosny ?!
- Tak. I to cholernie ! Przez niego już nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Przez niego jesteśmy tylko znajomymi z facebooka i szkoły... - posmutniał i spojrzał przez okno odwracając głowę w drugą stronę.
- Jay ja... - wzięłaś głęboki oddech - Nie wiedziałam, że tak to odbierasz. Ale nie zerwę z Eddie'm. To chłopak mojego życia - co z tego, że lecisz tylko na jego popularność... - Zrozum to...
- Taa... rozumiem...
Przez resztę wieczoru w ciszy oglądaliście filmy...
Tydzień później. Spotykasz się z Jayem częściej po przemyśleniu całej sprawy. Może rzeczywiście trochę za mało czasu mu poświęcałaś. Pewnego wieczoru, po całym dniu spędzonym na wygłupach i łażeniu po mieście, przyjaciel zabrał Cię do jakiegoś starego parkingu pod jakimś dużym budynkiem. Nie było tam ani jednego auta. Widocznie konstrukcja groziła zawaleniem. Zobaczyłaś, że wszystkie ściany przystrojone były obrazkami w postaci graffiti.
- Zamknij oczy - nakazał Jay z uśmiechem.
Prowadził Cię gdzieś bardzo ostrożnie... no .. może z wyjątkiem tych dwóch potknięć. W końcu stanęliście przed, jak się domyśliłaś, ścianą.
- Dobra, możesz spojrzeć - powiedział z dumą.
Twoim oczom ukazał się ogromny napis. Był przepięknie narysowany, ozdobiony i wszystkie inne takie pierdoły. No fakt, spodobał Ci się, ale przecież nie mogłaś zadowolić Jaya odpowiedzią.
- "Zostaniesz moją dziewczyną ?" - przeczytałaś na głos.
- Mam nadzieję, że się zgodzisz. Wiem, masz Eddiego, ale .. <t.i.> ja Cię kocham ! Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie ! Jesteś dla mnie tą jedyną
- Ty chyba nie mówisz poważnie - zabrzmiało to bardzo oschle, czego nie chciałaś.
- Czyli nadal wolisz tą stertę mięśni, niż skromnego romantyka
No dobra, Jay był romantykiem, co jest strasznie pociągające, ale on nie jest popularny, nie osiągnie w życiu sukcesów zawodowych, nie będzie miał tak dużo pieniędzy. On nie, ale Eddie tak..
- Nie, Jay. Ja już mam chłopaka
Odsunęłaś się o kilka kroków w tył po czym uciekłaś.
Eddie zerwał z Tobą jakiś czas później. Zrozumiałaś, że straciłaś nie tylko najlepszego przyjaciela, chłopaka, ale też kandydata na niego. Jay był idealny. Ale tego nie dostrzegałaś. Zauważyłaś to dopiero wtedy, kiedy Eddie zaczął się spotykać z wysoką, cycatą, tlenioną blondynką, która chodziła na 20-centymetrowych szpilkach, miniówach i bluzkach z dekoltem. Niestety z Jayem straciłaś kontakt. Wyprowadził się wraz z rodzicami do innego miasta, do swoich dziadków. Więcej go już nie zobaczyłaś.
Pobudź swoją wyobraźnię ...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vic... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vic... Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 lutego 2013
poniedziałek, 4 lutego 2013
36. Wszyscy ♥
1. Max
Masz na sobie śliczną czerwoną sukienkę. Maxiu stoi obok Ciebie i pozuje w garniturze. Gala rozpoczyna się bardzo dobrze. Nagle Twój chłopak zamiast pięknie się uśmiechać, zaczął czochrać Twoje idealnie ułożone włosy. Tak.. gala zapowiada się świetnie. :)
2. Nathan
Jesteś u Nathana w domu. Jest wieczór. Nath postanowił zrobić twit cama. Jak dotąd tylko Wasi najbliźsi znajomi i rodzina wiedzieli o tym, że jesteście razem.
- A co jak się wyda ? - pytasz. - Hejt za hejtem. Na mnie !
- Nic się nie wyda. Sam im powiem
- Nie powiesz.
- Nie będą Cię hejtować. Kocham moich fanów równie mocno, jak Ciebie. Jeśli zaczną wypisywać Ci różne bzdury, nie są w stanie zaakceptować myśli, że znalazłem idealną dziewczynę na całe życie.
Nathan włączył kamerkę i zaczął się spam. Od razu przybyło Wam kilka tysięcy oglądaczy. Nagle Twój chłopak przytulił Cię.
- Dobra, nie dam rady dłużej trzymać tego w sekrecie. Kochani, to jest <t.i.>, moja miłość. - powiedział po czym pocałował Cię upewniając się, że każdy, kto ogląda twit cama ma na Was widok. :)
3. Tom
Idziesz na spacer do parku. Nagle podbiega do Ciebie zdyszany chłopak.
- Cześć - ledwo mówi. - Dasz mi swój numer ?
- Po co ? W ogóle znamy się ?
- Daj numer, a nie pożałujesz.
- No dobra
Niechętnie zapisałaś numer na karteczce i wręczyłaś ją chłopakowi, który po chwili odbiegł uradowany.
Wieczorem dostałaś wiadomość.
"Hej, tu Tom. Znaczy... ten z parku. Spotkamy się jutro ?" Odpisałaś, że tak i zasnęłaś. Rano umówiliście się w tym samym miejscu. Tommy z trudem, ale przyznał, że podobasz mu się od dłuższego czasu. Okazało się, że jesteście sąsiadami. Tak, to by wyjaśniało dlaczego chłopak mieszkający dwa domy dalej uśmiechał się do ciebie i "przypadkiem" mijał na ulicy. :)
4. Siva
Razem z Sivą oglądacie "Off the map".
- Też chcę wyjechać na bezludną wyspę ! - krzyczysz.
- Ale ta wyspa nie jest bezludna. - mówi Seev
- Co za różnica ? Wyspa to wyspa !
- Serio chcesz tam jechać ?
- Tak. A jak mnie kochasz to pojedziesz ze mną.
Pobiegliście do Waszej sypialni, spakowaliście się i na drugi dzień opuściliście miasto. :)
5. Jay
- Kup mi !
- <t.i.> nie wydzieraj się tak. W sklepie jesteśmy. - rozglądnął się chłopak.
- Kup mi ! Jay !
- Nie.
- Jaaaay ! Kuuuup miii !
- Dobra ! Kupię Ci tego iPhona, ale obiecaj, że nie zgubisz go tak jak ja !
- Kocham Cię kociaku !
Rzuciłaś się na niego i pocałowałaś. Jay kupił Ci obiecany telefon i pojechaliście do jego mieszkania świętować Twoje urodziny... :)
________________________________
BUUM !
Mamy imagin ze wszystkimi .
Wiem, totalna lipa, no ale co tam.
Dawno nic nie dodawałyśmy. ;/
Masz na sobie śliczną czerwoną sukienkę. Maxiu stoi obok Ciebie i pozuje w garniturze. Gala rozpoczyna się bardzo dobrze. Nagle Twój chłopak zamiast pięknie się uśmiechać, zaczął czochrać Twoje idealnie ułożone włosy. Tak.. gala zapowiada się świetnie. :)
2. Nathan
Jesteś u Nathana w domu. Jest wieczór. Nath postanowił zrobić twit cama. Jak dotąd tylko Wasi najbliźsi znajomi i rodzina wiedzieli o tym, że jesteście razem.
- A co jak się wyda ? - pytasz. - Hejt za hejtem. Na mnie !
- Nic się nie wyda. Sam im powiem
- Nie powiesz.
- Nie będą Cię hejtować. Kocham moich fanów równie mocno, jak Ciebie. Jeśli zaczną wypisywać Ci różne bzdury, nie są w stanie zaakceptować myśli, że znalazłem idealną dziewczynę na całe życie.
Nathan włączył kamerkę i zaczął się spam. Od razu przybyło Wam kilka tysięcy oglądaczy. Nagle Twój chłopak przytulił Cię.
- Dobra, nie dam rady dłużej trzymać tego w sekrecie. Kochani, to jest <t.i.>, moja miłość. - powiedział po czym pocałował Cię upewniając się, że każdy, kto ogląda twit cama ma na Was widok. :)
3. Tom
Idziesz na spacer do parku. Nagle podbiega do Ciebie zdyszany chłopak.
- Cześć - ledwo mówi. - Dasz mi swój numer ?
- Po co ? W ogóle znamy się ?
- Daj numer, a nie pożałujesz.
- No dobra
Niechętnie zapisałaś numer na karteczce i wręczyłaś ją chłopakowi, który po chwili odbiegł uradowany.
Wieczorem dostałaś wiadomość.
"Hej, tu Tom. Znaczy... ten z parku. Spotkamy się jutro ?" Odpisałaś, że tak i zasnęłaś. Rano umówiliście się w tym samym miejscu. Tommy z trudem, ale przyznał, że podobasz mu się od dłuższego czasu. Okazało się, że jesteście sąsiadami. Tak, to by wyjaśniało dlaczego chłopak mieszkający dwa domy dalej uśmiechał się do ciebie i "przypadkiem" mijał na ulicy. :)
4. Siva
Razem z Sivą oglądacie "Off the map".
- Też chcę wyjechać na bezludną wyspę ! - krzyczysz.
- Ale ta wyspa nie jest bezludna. - mówi Seev
- Co za różnica ? Wyspa to wyspa !
- Serio chcesz tam jechać ?
- Tak. A jak mnie kochasz to pojedziesz ze mną.
Pobiegliście do Waszej sypialni, spakowaliście się i na drugi dzień opuściliście miasto. :)
5. Jay
- Kup mi !
- <t.i.> nie wydzieraj się tak. W sklepie jesteśmy. - rozglądnął się chłopak.
- Kup mi ! Jay !
- Nie.
- Jaaaay ! Kuuuup miii !
- Dobra ! Kupię Ci tego iPhona, ale obiecaj, że nie zgubisz go tak jak ja !
- Kocham Cię kociaku !
Rzuciłaś się na niego i pocałowałaś. Jay kupił Ci obiecany telefon i pojechaliście do jego mieszkania świętować Twoje urodziny... :)
________________________________
BUUM !
Mamy imagin ze wszystkimi .
Wiem, totalna lipa, no ale co tam.
Dawno nic nie dodawałyśmy. ;/
...Vic
niedziela, 30 grudnia 2012
35. Nathan ♥
Siedziałaś wraz z Nathanem na plaży w pewien ciepły, jesienny wieczór. Obejmowaliście się, całowaliście, śmialiście, żartowaliście. W pewnym momencie Nath powiedział, że Cię kocha. Ale inaczej niż zwykle. Zawsze mówił to bez przekonania, jak jakąś kwestię w teatrze, nieprawdziwie. teraz mówił szczerze.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałaś i pocałowaliście się delikatnie
Kiedy wróciłaś do domu przed oczami miałaś tylko jego twarz, a w głowie jego słowa. Zaczarował Cię. Jeszcze nigdy nie kochałaś kogoś tak mocno jak jego. Jego miłość dawała Ci siłę do życia. Aż do pewnego dnia...
Cała ta sytuacja już powoli wykańczała Cię psychicznie. Ludzie pisali do Ciebie różne sposoby na samobójstwo. Skok z mostu, podcięcie żył, powieszenie się, wypicie rozpuszczalnika, połknięcie tabletek. Wszystko przez jedną plotkę. "<t.i.> jak mogłaś, suko ! Zniszczę Cię, rozumiesz !? Jak mogłaś się przespać z moim chłopakiem ?!" . Taak. Plotki. Głupie kłamstwa, które potrafią zniszczyć Ci życie. Tym razem cała szkoła zmówiła się przeciwko Tobie. No bo "jak można przespać się z chłopakiem najsławniejszej, najpopularniejszej cheerleaderki w szkole?!".
Nie mówiłaś nic Nathanowi. Spędzałaś z nim każdą wolną chwilę, bo wiedziałaś, że już niedługo Cię nie będzie. Postanowiłaś się zabić. Sądziłaś, że to jedyne wyjście z całej tej sytuacji.
Pewnego dnia Nath odwiedził Cię w domu. Wtedy spadł pierwszy śnieg i chciał zabrać Cię na bitwę na śnieżki. Kazałaś mu usiąść na łóżku, a sama poszłaś do łazienki uczesać kitkę, która nie będzie Ci przeszkadzać, przebrać się etc. Zapomniałaś kompletnie o tym, że zostawiłaś włączonego laptopa.... i facebooka. Dostałaś kolejną wiadomość prywatną. Tym razem od swojej "najlepszej przyjaciółki":
- Idź się leczyć, dziwko! Jak mogłaś się przespać z kimś innym mając chłopaka!? Jesteś naprawdę jakaś nienormalna! Powinni Cię zamknąć w psychiatryku! Albo lepiej! Łyknij tabletki i będzie po sprawie! - przeczytał cicho Nath
Nie wiedział co zrobić. Z udawanym zadowoleniem wyszłaś z łazienki i przytuliłaś chłopaka. Jednak on odwzajemnił go dopiero po chwili. Uścisnął Cię mocno, jakby na pożegnanie.
- Ej ! Zaraz mnie udusisz ! - zaśmiałaś się - O co chodzi ? - spoważniałaś widząc jego przerażoną minę. On jednak wiedział, że nic nie zrobiłaś. Spędzałaś z nim każdą chwilę. Nie opuszczałaś go nawet na krok. Był przy Tobie póki nie zasnęłaś i kiedy otwierałaś oczy. Nie przespałaś się z nikim i oboje dobrze o tym wiedzieliście.
- Chodź. - Nathan pociągnął Cię za rękę - Pakuj się.
Wyciągnął z szafy Twoją szarą walizkę i wrzucił do niej zawartość trzech szuflad komody. Ty po krótkiej chwili pomogłaś mu zdejmując ubrania z wieszaków i półek.
- Znudziły mi się śnieżki. - powiedział zapinając walizkę - W zamian zabieram Cię na wycieczkę. - na zawsze, dodał w myślach
- Gdzie ?
- Niespodzianka.
Uśmiechnął się do Ciebie i włożył Twój bagaż do swojego Jeepa, którego dostał na 16-ste urodziny. Później pojechaliście do niego. Podczas gdy Nath pakował swoje rzeczy, Ty weszłaś na facebooka w swoim telefonie. Usunęłaś konto. Bo po co Ci ? Żeby wszyscy wyzywali Cię jeszcze gorzej ? Kiedy Nathan miał już wszystko co potrzebne, usiadł za kierownicą i ruszyliście. Tylko gdzie ? Jechaliście może 5 godzin. Zasnęłaś po drodze.
Obudził Cię dźwięczny głos Nathana :
- Cześć wujku ! - usłyszałaś za szybą samochodu - Moglibyśmy się u Ciebie zatrzymać ?
- Oczywiście ! Ale Ty i kto ?
W lusterku zauważyłaś, że Nathan się uśmiecha i idzie w Twoją stronę. Przeciągnęłaś się i otwarłaś drzwiczki. Wyskoczyłaś z Jeepa i wpadłaś prosto w ramiona Natha.
- Niezłe wyczucie czasu. - powiedział
- Lata praktyki.
Dałaś mu całusa w policzek, widać było, że czekał na więcej, i odeszłam przywitać się z jego wujkiem.
Dwa tygodnie później. Siedzisz na pomoście, przy domu, w którym obecnie mieszkacie. Zbliża się pora kolacji, ale na dworze jest już zupełnie ciemno. Jedynie pełnia księżyca oświetla okolicę odbijając się w jeziorze. Usłyszałaś za sobą kroki. Wiatr rozwiał Ci włosy i ktoś przytulił Cię od tyłu. Nathan.
- Co tu robisz ? - spytał dając Ci całusa w policzek. Zakryłaś szybko lewy nadgarstek, żeby nie widział blizn po samookaleczaniu się. Co prawda nie robisz tego od dwóch tygodni, ale blizny zostały. - Nie jesteś głodna ?
- Właśnie miałam iść na kolację. - uśmiechnęłaś się do niego
- Nie jest Ci zimno ?
- Nie. Mam bluzę. - chwila ciszy - Nath ?
- Tak ?
- Długo tu będziemy mieszkać ?
- Całą wieczność. Z dala od wszystkich i wszystkiego.
- A co ze szkołą ?
- Zostaniemy analfabetami i będziemy mieli niezliczoną gromadkę dzieci.
- Ale najpierw ślub ?
- Jak sobie życzysz.
Jak powiedział - tak zrobił.
Pół roku później, kiedy nikt Wam nie przeszkadzał, a Wy żyliście sobie spokojnie i szczęśliwie, Nathan Ci się oświadczył. Nadal nie wiedziałaś dlaczego Cię tu przywiózł, ale nie chciałaś wiedzieć. Zapomnieliście o problemach i teraz uczysz się szyć, żeby zdążyć zrobić jakieś ubranka dla maluszka. Jesteś w drugim miesiącu ciąży.. takiej ... niespodziewanej. Ale mimo wszystko się cieszycie .
__________________________________
Dla Klaudii.
Niby słodki no ale cóż.
Wena mnie opuściła !
Zapraszam na next u Ali :
http://sweetstwmalawielkamilosc.blogspot.com/2012/12/rozdzia-59.html
Wasza Vic...
niedziela, 25 listopada 2012
34. Max ♥
Płakałaś. Płakałaś tak długo, aż w końcu wykorzystałaś wszystkie łzy. Wtedy zasnęłaś...
Sprzątałaś w Waszej sypialni na poddaszu. Twojej i Maxa. Mieszkaliście razem od 2 lat. Świetnie się dogadywaliście i świata poza sobą nie widzieliście.
Podeszłaś do komody. Postanowiłaś ułożyć Maxowi, który strasznie bałaganił, bieliznę. Było to pierwsza szuflada, więc co za różnica. I tak musisz poukładać wszystko. Kiedy zaczęłaś oddzielać jego bokserki od skarpetek, zauważyłaś skrawek jaskrawo różowego materiału. Sięgnęłaś po to i zobaczyłaś, że to... damskie stringi ! W dodatku nie Twoje !
Postanowiłaś zaczekać, aż Max wróci ze studia i wytłumaczyć to.
Po 3 godzinach niecierpliwego czekania, Max ukazał się w drzwiach. Podszedł do Ciebie i usiadł obok na łóżku. Chciał dać Ci buziaka, ale odepchnęłaś go i wstałaś. On zrobił to samo.
- Co jest ? Coś nie tak ? - spytał
- To ! - pokazałaś mu swoje odkrycie
- <t.i.> to nie tak jak myślisz.
Był wyraźnie zakłopotany, a Ty wiedziałaś co zrobił. Tylko dlaczego teraz ?! Dlaczego teraz, kiedy mieszkacie razem i będziecie mieli dziecko ?! Tak, jesteś w 2 miesiącu ciąży.
- A jak ?! - krzyczałaś - Wytłumacz się !
- Kochanie, źle to zrozu...
- Zamknij się ! Zdradziłeś mnie czy nie ?!
Max milczał. Ale chciałaś usłyszeć odpowiedź, nawet jeśli znasz prawdę.
- Spałeś z inną, czy nie ?!
Denerwowałaś się coraz bardziej.
- Max odpowiedz, do cholery, czy mnie zdradziłeś ?!
- To był tylko wyskok !
Zamurowało Cię. Otworzyłaś szeroko oczy, do których napłynęły łzy.
- Kiedy ? - spytałaś spokojnie
- Nie pamiętam. Byłem pijany.
- Pamiętasz ! Dobrze o tym wiesz ! Przestań kłamać !
Chwila ciszy. W końcu się odezwałaś.
- Kiedy ?!
- W zeszłą sobotę.
- Kłamałeś. Nie byłeś pijany. Pamiętasz.
- Daj spokój. Nic takiego się nie stało !
- Nic się nie stało ?! Dałeś dupy innej ! To się stało ! Znam ją chociaż ?
Max znów milczał.
- Spytałam, czy znam tą sukę ?!
- Tak.
- Kto to jest ?
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Mów kto to jest !
- Laura.
Laura. Przeklęte imię. Ta szmata najpierw odebrała Ci brata, później Twojego narzeczonego, a teraz zapragnęła Maxa.
- Wynoś się. - wyszeptałaś i zakryłaś oczy dłońmi
- Przepraszam. <t.i.> wysłuchaj mnie !
- Wynoś się !
Podeszłaś do niego. Rzuciłaś na łóżko jego oraz to.... różowe ohydztwo ! Podeszłaś do szafy i zaczęłaś wyrzucać z niej rzeczy Maxa. W końcu to on wprowadził się do Ciebie.
- Ej ! Co robisz ? Zostaw to. - mówił
- Wynoś się stąd ! Nie chcę Cię więcej widzieć. Zniszczyłeś mi życie i możesz być pewien, że z nim - pogładziłaś brzuch - też się nigdy nie zobaczysz.
- <t.i.> daj spokój ! Przepraszam !
Wybiegłaś z pokoju. Zamknęłaś się w łazience. Max Ci obiecywał, że to się nie powtórzy, ale mu nie wierzyłaś. W końcu odpuścił, zabrał swoje rzeczy i wyszedł z domu.
Płakałaś. Płakałaś tak długo, aż w końcu wykorzystałaś wszystkie łzy. Wtedy zasnęłaś...
Rano obudził Cię dzwonek do drzwi. Zerwałaś się i zbiegłaś na dół. W drzwiach stała Twoja BFF.
- Oj moje biedactwo. - przytuliła Cię
Poszłyście do salonu pogadać. W końcu musiałaś się komuś wyżalić.
- Myślałam nad tym całą noc i... - powiedziałaś
- I ?
- I chyba chcę, żeby Max wrócił. Powiedział... przyrzekał, że to się nie powtórzy i ja mu wierzę.
- Co ?! Oszalałaś ?!
- Zrozum, ja go kocham. On też mnie kocha. Nie chcę żyć bez niego. Dopełniamy się nawzajem. Muszę do niego iść. Powiedzieć mu... wybaczyć.
- No dobra. Wiesz, że nie podoba mi się ten pomysł, ale skoro chcesz pójdę z Tobą.
- Pewnie zatrzymał się u tego idioty, Dylana. Kiedyś dorabiał z nim w barze.
- No więc chodźmy.
Ubrałyście się i wyszłyście. Dotarłyście do obskurnej kamienicy w zaledwie 10 minut. Weszłyście na samą górę, do mieszkania Dylana. Nacisnęłaś dzwonek. Nie myślałaś, co możesz tak zobaczyć.
- Chwileczkę ! - Max
Spojrzałaś niepewnie na przyjaciółkę, ale było za późno, żeby się wycofać. Max otworzył drzwi najszerzej jak było można. Więc łóżko w sypialni było na widoku. Pięknie poskładane. W domu Max tego nigdy nie robił. Spojrzałaś na niego. Miał na sobie tylko granatowy ręcznik.
- Co Ty tu robisz ? - spytał
- Uświadomiłam sobie, że mimo tego co zrobiłeś, kocham Cię i chcę żebyś znowu się do mnie wprowadził.
Max tylko podrapał się po głowie. Zakłopotanie. Wstyd.
- Maxiu. - i... Laura - Jestem gotowa. Chodź tutaj kocie !
Wyszła z łazienki. Miała na sobie fikuśną bieliznę. Stanik, majtki, pończochy i... jakaś lina. Tylko po co ?! No tak... Zdałaś sobie sprawę, że jesteś jednak naiwna. Obiecywał, przyrzekał. Na marne. Znowu ją zaprosił. I znowu miał zamiar się z nią zabawiać.
Nie zauważyłaś, że masz rozwiązane sznurówki. Zbiegając po schodach, potknęłaś się o własne nogi i ... upadłaś.
Obudziłaś się w szpitalu. Okazało się, że poroniłaś. Płakałaś bezustannie przez cztery dni. Nic nie pomagało. Nawet Twoja wierna przyjaciółka. W końcu stwierdziłaś, że czas skończyć z tym życiem, skoro nie ma ono sensu.
Podeszłaś do tej komody, zajrzałaś do tej szuflady. Jedna mała szufladka z bielizną zmieniła Twoje życie w piekło. Takie nierealne, prawda ? A jednak. Wyjęłaś z niej pistolet... Maxa. Zawsze go tu trzymał. Lubił wychodzić przed dom, ustawiać tarczę i strzelać. To poprawiało mu humor.
Z bronią w ręce położyłaś się na łóżku.
- Wygodnie tutaj. - pomyślałaś z uśmiechem
Chwilę później Waszą ... Twoją biała pościel spowiła czerwona krew.
Zastał Cię taką Max. Zapomniałaś, że nie oddał Ci kluczy. Wszedł do sypialni i zaczął płakać , jak małe dziecko.
- Jak mogłaś mi to zrobić !? Kocham Cię ! - krzyczał
W końcu zjawiła się policja, Twoja przyjaciółka, rodzina. Nikt nie mógł w to uwierzyć. Max rozpaczał najbardziej. Wiedział, że to jego wina. Nie mógł sobie tego wybaczyć. Usiadł obok Ciebie na łóżku i pogładził Twój zapłakany, jeszcze mokry i ciepły policzek.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział uśmiechając się i przypominając sobie Ciebie na plaży w letnie wakacje- Kocham Cię <t.i.>. Przepraszam.
Pocałował Twoje zimne, brudne od krwi usta. Nie brzydził się. Wręcz przeciwnie. Nie mógł sobie wybaczyć, że już ich nigdy nie zasmakuje.
Palcami przejechał po Twoim brzuchu. Byłaś w bieliźnie. Max chciał poczuć jakąś oznakę życia Waszego małego cudu, ale na marne. Nie było go tam od czterech długich dni. Znów się rozpłakał.
Po dwóch tygodniach,spędzania każdego wolnego czasu przy Twoim grobie, w końcu nie mógł wytrzymać. Poszedł na ciągle czynną zwrotnicę i udawał, że czeka na pociąg tak jak inni. Kiedy zauważył, że się zbliża... po prostu skoczył na tory.... zginął od razu. Nie tylko z rozpaczy, ale także z miłości....
Vic...
_________________________________________________________
lipaaa.... -.-
Sprzątałaś w Waszej sypialni na poddaszu. Twojej i Maxa. Mieszkaliście razem od 2 lat. Świetnie się dogadywaliście i świata poza sobą nie widzieliście.
Podeszłaś do komody. Postanowiłaś ułożyć Maxowi, który strasznie bałaganił, bieliznę. Było to pierwsza szuflada, więc co za różnica. I tak musisz poukładać wszystko. Kiedy zaczęłaś oddzielać jego bokserki od skarpetek, zauważyłaś skrawek jaskrawo różowego materiału. Sięgnęłaś po to i zobaczyłaś, że to... damskie stringi ! W dodatku nie Twoje !
Postanowiłaś zaczekać, aż Max wróci ze studia i wytłumaczyć to.
Po 3 godzinach niecierpliwego czekania, Max ukazał się w drzwiach. Podszedł do Ciebie i usiadł obok na łóżku. Chciał dać Ci buziaka, ale odepchnęłaś go i wstałaś. On zrobił to samo.
- Co jest ? Coś nie tak ? - spytał
- To ! - pokazałaś mu swoje odkrycie
- <t.i.> to nie tak jak myślisz.
Był wyraźnie zakłopotany, a Ty wiedziałaś co zrobił. Tylko dlaczego teraz ?! Dlaczego teraz, kiedy mieszkacie razem i będziecie mieli dziecko ?! Tak, jesteś w 2 miesiącu ciąży.
- A jak ?! - krzyczałaś - Wytłumacz się !
- Kochanie, źle to zrozu...
- Zamknij się ! Zdradziłeś mnie czy nie ?!
Max milczał. Ale chciałaś usłyszeć odpowiedź, nawet jeśli znasz prawdę.
- Spałeś z inną, czy nie ?!
Denerwowałaś się coraz bardziej.
- Max odpowiedz, do cholery, czy mnie zdradziłeś ?!
- To był tylko wyskok !
Zamurowało Cię. Otworzyłaś szeroko oczy, do których napłynęły łzy.
- Kiedy ? - spytałaś spokojnie
- Nie pamiętam. Byłem pijany.
- Pamiętasz ! Dobrze o tym wiesz ! Przestań kłamać !
Chwila ciszy. W końcu się odezwałaś.
- Kiedy ?!
- W zeszłą sobotę.
- Kłamałeś. Nie byłeś pijany. Pamiętasz.
- Daj spokój. Nic takiego się nie stało !
- Nic się nie stało ?! Dałeś dupy innej ! To się stało ! Znam ją chociaż ?
Max znów milczał.
- Spytałam, czy znam tą sukę ?!
- Tak.
- Kto to jest ?
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Mów kto to jest !
- Laura.
Laura. Przeklęte imię. Ta szmata najpierw odebrała Ci brata, później Twojego narzeczonego, a teraz zapragnęła Maxa.
- Wynoś się. - wyszeptałaś i zakryłaś oczy dłońmi
- Przepraszam. <t.i.> wysłuchaj mnie !
- Wynoś się !
Podeszłaś do niego. Rzuciłaś na łóżko jego oraz to.... różowe ohydztwo ! Podeszłaś do szafy i zaczęłaś wyrzucać z niej rzeczy Maxa. W końcu to on wprowadził się do Ciebie.
- Ej ! Co robisz ? Zostaw to. - mówił
- Wynoś się stąd ! Nie chcę Cię więcej widzieć. Zniszczyłeś mi życie i możesz być pewien, że z nim - pogładziłaś brzuch - też się nigdy nie zobaczysz.
- <t.i.> daj spokój ! Przepraszam !
Wybiegłaś z pokoju. Zamknęłaś się w łazience. Max Ci obiecywał, że to się nie powtórzy, ale mu nie wierzyłaś. W końcu odpuścił, zabrał swoje rzeczy i wyszedł z domu.
Płakałaś. Płakałaś tak długo, aż w końcu wykorzystałaś wszystkie łzy. Wtedy zasnęłaś...
Rano obudził Cię dzwonek do drzwi. Zerwałaś się i zbiegłaś na dół. W drzwiach stała Twoja BFF.
- Oj moje biedactwo. - przytuliła Cię
Poszłyście do salonu pogadać. W końcu musiałaś się komuś wyżalić.
- Myślałam nad tym całą noc i... - powiedziałaś
- I ?
- I chyba chcę, żeby Max wrócił. Powiedział... przyrzekał, że to się nie powtórzy i ja mu wierzę.
- Co ?! Oszalałaś ?!
- Zrozum, ja go kocham. On też mnie kocha. Nie chcę żyć bez niego. Dopełniamy się nawzajem. Muszę do niego iść. Powiedzieć mu... wybaczyć.
- No dobra. Wiesz, że nie podoba mi się ten pomysł, ale skoro chcesz pójdę z Tobą.
- Pewnie zatrzymał się u tego idioty, Dylana. Kiedyś dorabiał z nim w barze.
- No więc chodźmy.
Ubrałyście się i wyszłyście. Dotarłyście do obskurnej kamienicy w zaledwie 10 minut. Weszłyście na samą górę, do mieszkania Dylana. Nacisnęłaś dzwonek. Nie myślałaś, co możesz tak zobaczyć.
- Chwileczkę ! - Max
Spojrzałaś niepewnie na przyjaciółkę, ale było za późno, żeby się wycofać. Max otworzył drzwi najszerzej jak było można. Więc łóżko w sypialni było na widoku. Pięknie poskładane. W domu Max tego nigdy nie robił. Spojrzałaś na niego. Miał na sobie tylko granatowy ręcznik.
- Co Ty tu robisz ? - spytał
- Uświadomiłam sobie, że mimo tego co zrobiłeś, kocham Cię i chcę żebyś znowu się do mnie wprowadził.
Max tylko podrapał się po głowie. Zakłopotanie. Wstyd.
- Maxiu. - i... Laura - Jestem gotowa. Chodź tutaj kocie !
Wyszła z łazienki. Miała na sobie fikuśną bieliznę. Stanik, majtki, pończochy i... jakaś lina. Tylko po co ?! No tak... Zdałaś sobie sprawę, że jesteś jednak naiwna. Obiecywał, przyrzekał. Na marne. Znowu ją zaprosił. I znowu miał zamiar się z nią zabawiać.
Nie zauważyłaś, że masz rozwiązane sznurówki. Zbiegając po schodach, potknęłaś się o własne nogi i ... upadłaś.
Obudziłaś się w szpitalu. Okazało się, że poroniłaś. Płakałaś bezustannie przez cztery dni. Nic nie pomagało. Nawet Twoja wierna przyjaciółka. W końcu stwierdziłaś, że czas skończyć z tym życiem, skoro nie ma ono sensu.
Podeszłaś do tej komody, zajrzałaś do tej szuflady. Jedna mała szufladka z bielizną zmieniła Twoje życie w piekło. Takie nierealne, prawda ? A jednak. Wyjęłaś z niej pistolet... Maxa. Zawsze go tu trzymał. Lubił wychodzić przed dom, ustawiać tarczę i strzelać. To poprawiało mu humor.
Z bronią w ręce położyłaś się na łóżku.
- Wygodnie tutaj. - pomyślałaś z uśmiechem
Chwilę później Waszą ... Twoją biała pościel spowiła czerwona krew.
Zastał Cię taką Max. Zapomniałaś, że nie oddał Ci kluczy. Wszedł do sypialni i zaczął płakać , jak małe dziecko.
- Jak mogłaś mi to zrobić !? Kocham Cię ! - krzyczał
W końcu zjawiła się policja, Twoja przyjaciółka, rodzina. Nikt nie mógł w to uwierzyć. Max rozpaczał najbardziej. Wiedział, że to jego wina. Nie mógł sobie tego wybaczyć. Usiadł obok Ciebie na łóżku i pogładził Twój zapłakany, jeszcze mokry i ciepły policzek.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział uśmiechając się i przypominając sobie Ciebie na plaży w letnie wakacje- Kocham Cię <t.i.>. Przepraszam.
Pocałował Twoje zimne, brudne od krwi usta. Nie brzydził się. Wręcz przeciwnie. Nie mógł sobie wybaczyć, że już ich nigdy nie zasmakuje.
Palcami przejechał po Twoim brzuchu. Byłaś w bieliźnie. Max chciał poczuć jakąś oznakę życia Waszego małego cudu, ale na marne. Nie było go tam od czterech długich dni. Znów się rozpłakał.
Po dwóch tygodniach,spędzania każdego wolnego czasu przy Twoim grobie, w końcu nie mógł wytrzymać. Poszedł na ciągle czynną zwrotnicę i udawał, że czeka na pociąg tak jak inni. Kiedy zauważył, że się zbliża... po prostu skoczył na tory.... zginął od razu. Nie tylko z rozpaczy, ale także z miłości....
Vic...
_________________________________________________________
lipaaa.... -.-
32.Nathan♥
Byłaś z Nathanem na weselu swojej przyjaciółki. Około pierwszej w nocy trochę zmęczyła Cię zabawa, więc usiadłaś na krześle przy podłużnym stole. Oczywiście siedziałaś obok panny młodej. Podczas posiłku prawie cały czas plotkowałyście i nie zwracałyście uwagi na swoich partnerów, ale teraz siedziałaś tam sama, wszyscy bawili się na parkiecie. Wpatrywałaś się w Nathana, który tańczył walca z Twoją 6-letnią kuzynką. Fakt, na tym weselu było dużo gości. Szczególnie, że <i.t.p.> zaprosiła całą Twoją rodzinę !
Patrząc na parkiet uśmiechałaś się. Wyobraziłaś sobie siebie w białej sukni, z welonem na głowie, z kwiatami wpiętymi we włosy. Później przywołałaś obraz Nathana w garniturze z rozczochraną grzywką i full capem na głowie. Równie dobrze możecie wziąć ślub na scenie. Przecież oboje macie z nią romans. ^^
Nagle dosiadł się do Ciebie Twój kotek.
- Co jest ? - spytał - Czemu nie tańczysz ?
- Masz.
Podałaś mu szklankę wody. Chłopak był spragniony, ale mimo to ją odepchnął i Cię przytulił.
- Coś nie tak ? Powinienem spędzać z Tobą więcej czasu. Co ze mnie za facet, że o swoją księżniczkę nie dbam ?
- Nie mów tak. - zachichotałaś - Po prostu musiałam odpocząć. Na parkiecie jest strasznie duszno pośród tego tłumu.
- Może wyjdziemy na zewnątrz ?
- Dobrze. To idź, a ja skoczę jeszcze do toalety.
Nathan dał Ci buziaka i wyszedł na dwór. Ty zgodnie z prawdą poszłaś do łazienki. Była pusta. Na szczęście. Oparłaś się o ścianę i wbiłaś wzrok w lustro. Obraz lekko Ci się rozmazał, ale po chwili zdałaś sobie sprawę, że przecież trochę wypiłaś. W końcu wesele Twojej przyjaciółki ! Musiałaś się nawalić !
Nieświadomie osunęłaś się po zimnych kafelkach zdobiących ścianę i zdjęłaś szpilki. Wtedy do łazienki weszła Twoja BFF.
- <t.i.> co jest ? Wszystko dobrze ? - uklękła przy Tobie
- Tak. Po prostu było mi słabo.
- Może zadzwonię po ...
- .. nie dzwoń. Karetka mi nie potrzebna. Pójdę przed salę i trochę ochłonę.
- Zaprowadzić Cię ?
- Nie, Nathan na mnie czeka.
Założyłaś z powrotem swoje czarne szpilki, poprawiłaś beżową sukienkę na ramiączkach i wyszłaś. Na dworze Nath chodził w kółko patrząc na zegarek.
- Ile można czekać ? - spytał z uśmiechem
- Przecież nie było mnie dwie sekundy.
I znów zasłabłaś. Opadłaś na ławkę po Twojej prawej. Nathan się przeraził i zadzwonił po karetkę. Na szczęście nikt z bawiących się tego nie słyszał, bo grała głośna muzyka. Nathan pojechał z Tobą. No bo jakżeby inaczej !
W szpitalu okazało się, że musisz częściej odpoczywać i mniej pracować. Faktycznie, praca w dwóch miejscach nie była dobrym pomysłem. Codziennie wstajesz o piątej nad ranem, aby już o 5:30 otworzyć jeden z największych sklepów odzieżowych w Londynie. Nie mogłaś odmówić tej pracy. Naprawdę dobrze tam zarabiasz. Kończysz ją równo o 15.00 i biegiem do domu ! Bierzesz prysznic, przebierasz się w białą bluzkę, czarne spodnie lub spódnicę i idziesz do klubu. Tak zakładasz czarny fartuszek i całą noc roznosisz drinki albo stoisz za barem. Wracasz około północy, jeśli wypuszczą Cię wcześniej, i na drugi dzień znów to samo. Wolne masz jedynie niedziele.
Ze szpitala zostałaś wypuszczona po badaniu krwi.
- Ała. - powiedziałaś, gdy pielęgniarka zakładała Ci plaster
- Ile masz lat, żeby tak marudzić ? - spytała
- Wyglądam na 16, czuję się na 5, a mam 19. Może być ? - zakpiłaś z niej
- Do widzenia na wynikach.
- Oby nie. - burknęłaś pod nosem i pojechaliście do Nathana
On przynajmniej mieszkał sam. Ty ciągle z rodzicami. Jeśli teraz pojedziesz do niego, nie będą się martwić. I tak też zrobiliście.
Na następny dzień poszliście do parku. Było lato, ale mimo to za ciepło nie było. Nath chciał zrobić Ci zdjęcie, więc włączył aparat w telefonie i Cię pocałował. Zdjęcie tweetnął w sekundę później, a już po 5 sekundach było mnóstwo komentarzy, RT, itd. Niektórzy kibicowali Waszej dwójce, a inni się temu sprzeciwiali. Cóż i tak bywa.
Nie przejmując się złośliwymi komentarzami, trzymając się za ręce poszliście w głąb parku. Weszliście na mały amfiteatr. Ludzie, którzy siedzieli na ławkach i rozmawiali, teraz spoglądali na Was.
Nathan uśmiechnął się i powiedział :
- Zamknij oczy.
- Dlaczego ?
- No zamknij. Wiem, że tego chcesz.
- No dobra.
Posłuchałaś go. Nie wiedziałaś co wykombinuje. `Wiem, że tego chcesz`. Czego niby ?
- No... otwórz.
- O mój Boże ! NATHAN !
Okazało się, że Twój ukochany klęczy przed Tobą z pierścionkiem. Łzy szczęścia pociekły Ci z oczu.
- Zgódź się ! - usłyszałaś jakiegoś chłopaka
- Więc ? <t.i.> zostaniesz moją żoną ? - Nath zrobił słodkie oczka, jakby bał się, że odmówisz
- TAK ! OCZYWIŚCIE, ŻE TAK ! KOCHAM CIĘ !
Założył Ci na palec pierścionek i mocno przytulił. Wyrywając się delikatnie z Twojego uścisku dosłownie przyssał się do Ciebie. Był szczęśliwy, Ty również. Ludzie, którzy byli tego świadkami wstali i zaczęli bić brawo, czy robić zdjęcia. Słyszałaś grupkę dziewczyn, które mówiły : `Czy ona właśnie została narzeczoną przystojniaka z The Wanted ?!` Taak, byłaś bardzo szczęśliwa. Z jednego powodu też się cieszyłaś : będziesz teraz z Nathanem póki śmierć Was nie rozłączy i jeszcze dłużej ...
____________________________________________________
I co ? Dobrze jest ? :D
Mi się osobiście nie za bardzo podoba, ale może Wam przypadnie do gustu.
Czekam na Wasze opinie i nalegam do męczenia Ali, jeśli chodzi o zamówienia ^^
Tak, tak, też Cię kocham skarbulku ; ***
A to wyżej, to ogółem dla Kasi ; *
Czekała, czekała i się doczekała :D
Mam nadzieję tylko, że się spodoba
<3
Patrząc na parkiet uśmiechałaś się. Wyobraziłaś sobie siebie w białej sukni, z welonem na głowie, z kwiatami wpiętymi we włosy. Później przywołałaś obraz Nathana w garniturze z rozczochraną grzywką i full capem na głowie. Równie dobrze możecie wziąć ślub na scenie. Przecież oboje macie z nią romans. ^^
Nagle dosiadł się do Ciebie Twój kotek.
- Co jest ? - spytał - Czemu nie tańczysz ?
- Masz.
Podałaś mu szklankę wody. Chłopak był spragniony, ale mimo to ją odepchnął i Cię przytulił.
- Coś nie tak ? Powinienem spędzać z Tobą więcej czasu. Co ze mnie za facet, że o swoją księżniczkę nie dbam ?
- Nie mów tak. - zachichotałaś - Po prostu musiałam odpocząć. Na parkiecie jest strasznie duszno pośród tego tłumu.
- Może wyjdziemy na zewnątrz ?
- Dobrze. To idź, a ja skoczę jeszcze do toalety.
Nathan dał Ci buziaka i wyszedł na dwór. Ty zgodnie z prawdą poszłaś do łazienki. Była pusta. Na szczęście. Oparłaś się o ścianę i wbiłaś wzrok w lustro. Obraz lekko Ci się rozmazał, ale po chwili zdałaś sobie sprawę, że przecież trochę wypiłaś. W końcu wesele Twojej przyjaciółki ! Musiałaś się nawalić !
Nieświadomie osunęłaś się po zimnych kafelkach zdobiących ścianę i zdjęłaś szpilki. Wtedy do łazienki weszła Twoja BFF.
- <t.i.> co jest ? Wszystko dobrze ? - uklękła przy Tobie
- Tak. Po prostu było mi słabo.
- Może zadzwonię po ...
- .. nie dzwoń. Karetka mi nie potrzebna. Pójdę przed salę i trochę ochłonę.
- Zaprowadzić Cię ?
- Nie, Nathan na mnie czeka.
Założyłaś z powrotem swoje czarne szpilki, poprawiłaś beżową sukienkę na ramiączkach i wyszłaś. Na dworze Nath chodził w kółko patrząc na zegarek.
- Ile można czekać ? - spytał z uśmiechem
- Przecież nie było mnie dwie sekundy.
I znów zasłabłaś. Opadłaś na ławkę po Twojej prawej. Nathan się przeraził i zadzwonił po karetkę. Na szczęście nikt z bawiących się tego nie słyszał, bo grała głośna muzyka. Nathan pojechał z Tobą. No bo jakżeby inaczej !
W szpitalu okazało się, że musisz częściej odpoczywać i mniej pracować. Faktycznie, praca w dwóch miejscach nie była dobrym pomysłem. Codziennie wstajesz o piątej nad ranem, aby już o 5:30 otworzyć jeden z największych sklepów odzieżowych w Londynie. Nie mogłaś odmówić tej pracy. Naprawdę dobrze tam zarabiasz. Kończysz ją równo o 15.00 i biegiem do domu ! Bierzesz prysznic, przebierasz się w białą bluzkę, czarne spodnie lub spódnicę i idziesz do klubu. Tak zakładasz czarny fartuszek i całą noc roznosisz drinki albo stoisz za barem. Wracasz około północy, jeśli wypuszczą Cię wcześniej, i na drugi dzień znów to samo. Wolne masz jedynie niedziele.
Ze szpitala zostałaś wypuszczona po badaniu krwi.
- Ała. - powiedziałaś, gdy pielęgniarka zakładała Ci plaster
- Ile masz lat, żeby tak marudzić ? - spytała
- Wyglądam na 16, czuję się na 5, a mam 19. Może być ? - zakpiłaś z niej
- Do widzenia na wynikach.
- Oby nie. - burknęłaś pod nosem i pojechaliście do Nathana
On przynajmniej mieszkał sam. Ty ciągle z rodzicami. Jeśli teraz pojedziesz do niego, nie będą się martwić. I tak też zrobiliście.
Na następny dzień poszliście do parku. Było lato, ale mimo to za ciepło nie było. Nath chciał zrobić Ci zdjęcie, więc włączył aparat w telefonie i Cię pocałował. Zdjęcie tweetnął w sekundę później, a już po 5 sekundach było mnóstwo komentarzy, RT, itd. Niektórzy kibicowali Waszej dwójce, a inni się temu sprzeciwiali. Cóż i tak bywa.
Nie przejmując się złośliwymi komentarzami, trzymając się za ręce poszliście w głąb parku. Weszliście na mały amfiteatr. Ludzie, którzy siedzieli na ławkach i rozmawiali, teraz spoglądali na Was.
Nathan uśmiechnął się i powiedział :
- Zamknij oczy.
- Dlaczego ?
- No zamknij. Wiem, że tego chcesz.
- No dobra.
Posłuchałaś go. Nie wiedziałaś co wykombinuje. `Wiem, że tego chcesz`. Czego niby ?
- No... otwórz.
- O mój Boże ! NATHAN !
Okazało się, że Twój ukochany klęczy przed Tobą z pierścionkiem. Łzy szczęścia pociekły Ci z oczu.
- Zgódź się ! - usłyszałaś jakiegoś chłopaka
- Więc ? <t.i.> zostaniesz moją żoną ? - Nath zrobił słodkie oczka, jakby bał się, że odmówisz
- TAK ! OCZYWIŚCIE, ŻE TAK ! KOCHAM CIĘ !
Założył Ci na palec pierścionek i mocno przytulił. Wyrywając się delikatnie z Twojego uścisku dosłownie przyssał się do Ciebie. Był szczęśliwy, Ty również. Ludzie, którzy byli tego świadkami wstali i zaczęli bić brawo, czy robić zdjęcia. Słyszałaś grupkę dziewczyn, które mówiły : `Czy ona właśnie została narzeczoną przystojniaka z The Wanted ?!` Taak, byłaś bardzo szczęśliwa. Z jednego powodu też się cieszyłaś : będziesz teraz z Nathanem póki śmierć Was nie rozłączy i jeszcze dłużej ...
Vic....
____________________________________________________
I co ? Dobrze jest ? :D
Mi się osobiście nie za bardzo podoba, ale może Wam przypadnie do gustu.
Czekam na Wasze opinie i nalegam do męczenia Ali, jeśli chodzi o zamówienia ^^
Tak, tak, też Cię kocham skarbulku ; ***
A to wyżej, to ogółem dla Kasi ; *
Czekała, czekała i się doczekała :D
Mam nadzieję tylko, że się spodoba
<3
czwartek, 22 listopada 2012
28.Nathan♥
Londyn. Wiek XVII. Wojna trzydziestoletnia. Wybiegasz z Twojej kamienicy i widzisz jak wszystko dookoła zamienia się w popiół. Domy są palone, mieszkania rujnowane, rodziny mordowane. W głowie masz tylko jedno pytanie : gdzie jest Nathan ? Szybkim krokiem zmierzasz ku najbliższemu, najbardziej stabilnemu budynkowi. Twoje balerinki stukają o popękaną ziemię, a białe rajstopy zmagają się z ciemnymi plamami od gruzu. Dobiegają Cię odgłosy wojska.
- Uciekajmy ! - krzyczy jakaś kobieta obok Ciebie
Ciągnie Cię za rękę, jednak Ty patrzysz w jeden punkt. Miejsce skąd nadchodzą.
- Panienko musimy uciekać ! Inaczej zginiemy !
- Puszczaj mnie ! - odzywasz się w końcu
- A idź do diabła ! Niech Cię wymordują ! - i uciekła
Ludzie nigdy nie byli tutaj mili. A na pewno odkąd trwa wojna. Trwała już kiedy się urodziłaś. I tak ciągnie się w nieskończoność.
Widzisz powoli wyłaniające się z mgły cienie oficerów, żołnierzy, którzy za chwilę wszystkich zabiją. Ludzie za Tobą starają się schować, uciec, ale na marne. Cały czas słychać odgłosy walki, strzałów, krzyki.
Zbliżają się do Ciebie. Patrzysz w lewo. Dwóch ludzi w zielonych mundurach wlecze zakrwawionego chłopaka po ziemi.
- Nathan ! - krzyczysz
Biegniesz do niego, ale ktoś łapie Cię od tyłu. Nath jedynie podnosi głowę i patrzy na Ciebie, jakby mówił przepraszam.
- Nathan ! - krzyczysz - Nath ! Odezwij się ! Błagam !
Zaczynasz płakać, a oni Cię od niego odciągają. W końcu chłopak runął na ziemię, tak jak budynek obok. Nie podnosi się. Krzyczysz, wołasz go, ale na marne. Te krzyki jakby nie wydobywają się z Ciebie. Dobiegają z daleka. Wszystko cichnie i zwalnia. Ktoś celuje bronią w głowę i tak już nieruszającego się Nathana.
- Nie ! Zostawcie go ! Nathan ! Nie róbcie mu krzywdy ! Błagam !
Na marne....
Nagle coś zderza się z Twoją głową. Czujesz piasek na policzku i gruz pod całą Tobą. Odpływasz. Ciemność....
Budzi Cię niewygodny grunt i szarpanie. Otwierasz oczy. Patrzysz w lewo. Widzisz wnętrze auta. Wywożą Cię gdzieś. Łza spływa Ci po policzku. Patrzysz w prawo. Na siedzeniu leży Nathan. Nadal nieprzytomny i zakrwawiony. Szybko wstajesz, łapiesz chłopaka za rękę, przy czym również brudzisz się krwią i zaczynasz do niego szeptać :
- Nath. Nath, kochanie, obudź się. Nie przeżyję bez Ciebie. Jesteś mi potrzebny. Nathan, błagam. Nie zostawiaj mnie.
Osuwasz się po metalu jaki zdobi samochód. Wciąż ściskasz rękę chłopaka, cała zalana łzami. Nagle Nathan zaczyna się dusić, kaszleć.
- Nathan, to ja <t.i.>. Błagam odezwij się.
Powoli otwiera oczy i uśmiecha się.
- Cieszę się, że ... - znów zaczyna kaszleć
- Dobra, lepiej nic nie mów. Najważniejsze, że oboje żyjemy.
- Do czasu... - wyszeptał i pocałował Twoją dłoń
Otwierają się z hukiem drzwi auta. Widzicie ludzi w mundurach. Patrzycie na siebie i na raz wypowiadacie słowa :
- Kocham Cię.
Wtedy Nathan zamyka oczy i zwalnia uścisk, w którym zamknął Twoją dłoń.
- NIE ! Nathan ! Nie ! Obudź się ! Błagam ! Nie rób mi tego ! Nathan !
Znów płaczesz, znów widzisz nieprzytomnego Nathana, znów ktoś do Was celuje. Patrzysz w oczy temu, który kieruje broń w Twoją stronę. Nigdy nie wybaczysz im, że zabili Nathana. Nagle ten w zielonym zmienia kurs i ładuje w Natha kulkę. Z ust chłopaka wydobywa się cichy jęk i ostatni wydech. Nie żyje... teraz na pewno nie żyje.
Krzyczysz. Zabili go, kiedy trzymałaś go za rękę. Po kilku sekundach uspokajasz się i ponownie ściskasz rękę chłopaka, jeszcze mocniej.
- Zabijcie mnie. Zabijcie mnie tak, jak jego. Proszę. - mówisz ze łzami w oczach
Znów w Ciebie celują. Już się tak nie boisz. Strzał oddany z pistoletu. Oboje leżycie trzymając się za ręce w tym aucie, tylko że .... martwi. Zabili Was.
Niedługo później wojna się skończyła. Oglądaliście ją z Nathanem z nieba. Kibicowaliście ocalałym ludziom, niczym na meczu piłki nożnej, ale również rozpaczaliście, gdy ginęli. Plus tej sytuacji jest taki, że jesteście wiecznie młodzi i szaleńczo w sobie zakochani.
- Uciekajmy ! - krzyczy jakaś kobieta obok Ciebie
Ciągnie Cię za rękę, jednak Ty patrzysz w jeden punkt. Miejsce skąd nadchodzą.
- Panienko musimy uciekać ! Inaczej zginiemy !
- Puszczaj mnie ! - odzywasz się w końcu
- A idź do diabła ! Niech Cię wymordują ! - i uciekła
Ludzie nigdy nie byli tutaj mili. A na pewno odkąd trwa wojna. Trwała już kiedy się urodziłaś. I tak ciągnie się w nieskończoność.
Widzisz powoli wyłaniające się z mgły cienie oficerów, żołnierzy, którzy za chwilę wszystkich zabiją. Ludzie za Tobą starają się schować, uciec, ale na marne. Cały czas słychać odgłosy walki, strzałów, krzyki.
Zbliżają się do Ciebie. Patrzysz w lewo. Dwóch ludzi w zielonych mundurach wlecze zakrwawionego chłopaka po ziemi.
- Nathan ! - krzyczysz
Biegniesz do niego, ale ktoś łapie Cię od tyłu. Nath jedynie podnosi głowę i patrzy na Ciebie, jakby mówił przepraszam.
- Nathan ! - krzyczysz - Nath ! Odezwij się ! Błagam !
Zaczynasz płakać, a oni Cię od niego odciągają. W końcu chłopak runął na ziemię, tak jak budynek obok. Nie podnosi się. Krzyczysz, wołasz go, ale na marne. Te krzyki jakby nie wydobywają się z Ciebie. Dobiegają z daleka. Wszystko cichnie i zwalnia. Ktoś celuje bronią w głowę i tak już nieruszającego się Nathana.
- Nie ! Zostawcie go ! Nathan ! Nie róbcie mu krzywdy ! Błagam !
Na marne....
Nagle coś zderza się z Twoją głową. Czujesz piasek na policzku i gruz pod całą Tobą. Odpływasz. Ciemność....
Budzi Cię niewygodny grunt i szarpanie. Otwierasz oczy. Patrzysz w lewo. Widzisz wnętrze auta. Wywożą Cię gdzieś. Łza spływa Ci po policzku. Patrzysz w prawo. Na siedzeniu leży Nathan. Nadal nieprzytomny i zakrwawiony. Szybko wstajesz, łapiesz chłopaka za rękę, przy czym również brudzisz się krwią i zaczynasz do niego szeptać :
- Nath. Nath, kochanie, obudź się. Nie przeżyję bez Ciebie. Jesteś mi potrzebny. Nathan, błagam. Nie zostawiaj mnie.
Osuwasz się po metalu jaki zdobi samochód. Wciąż ściskasz rękę chłopaka, cała zalana łzami. Nagle Nathan zaczyna się dusić, kaszleć.
- Nathan, to ja <t.i.>. Błagam odezwij się.
Powoli otwiera oczy i uśmiecha się.
- Cieszę się, że ... - znów zaczyna kaszleć
- Dobra, lepiej nic nie mów. Najważniejsze, że oboje żyjemy.
- Do czasu... - wyszeptał i pocałował Twoją dłoń
Otwierają się z hukiem drzwi auta. Widzicie ludzi w mundurach. Patrzycie na siebie i na raz wypowiadacie słowa :
- Kocham Cię.
Wtedy Nathan zamyka oczy i zwalnia uścisk, w którym zamknął Twoją dłoń.
- NIE ! Nathan ! Nie ! Obudź się ! Błagam ! Nie rób mi tego ! Nathan !
Znów płaczesz, znów widzisz nieprzytomnego Nathana, znów ktoś do Was celuje. Patrzysz w oczy temu, który kieruje broń w Twoją stronę. Nigdy nie wybaczysz im, że zabili Nathana. Nagle ten w zielonym zmienia kurs i ładuje w Natha kulkę. Z ust chłopaka wydobywa się cichy jęk i ostatni wydech. Nie żyje... teraz na pewno nie żyje.
Krzyczysz. Zabili go, kiedy trzymałaś go za rękę. Po kilku sekundach uspokajasz się i ponownie ściskasz rękę chłopaka, jeszcze mocniej.
- Zabijcie mnie. Zabijcie mnie tak, jak jego. Proszę. - mówisz ze łzami w oczach
Znów w Ciebie celują. Już się tak nie boisz. Strzał oddany z pistoletu. Oboje leżycie trzymając się za ręce w tym aucie, tylko że .... martwi. Zabili Was.
Niedługo później wojna się skończyła. Oglądaliście ją z Nathanem z nieba. Kibicowaliście ocalałym ludziom, niczym na meczu piłki nożnej, ale również rozpaczaliście, gdy ginęli. Plus tej sytuacji jest taki, że jesteście wiecznie młodzi i szaleńczo w sobie zakochani.
wtorek, 20 listopada 2012
27.Siva♥
Wczoraj były Twoje urodziny. Chciałaś spędzić je idealnie, z Sivą, Twoim ukochanym.
Wyszłaś z domu na umówione spotkanie z Twoim chłopakiem. Umówiliście się na przystanku autobusowym obok jakiegoś opuszczonego budynku. Tam spotkaliście się po raz pierwszy. Była zima. Oboje czekaliście na autobus. Nie zauważył Cię i potrąciliście się ramieniem. Od tamtego czasu jest to Wasze ulubione miejsce.
Szłaś wolno. Nie śpieszyłaś się. Było dość ciepło jak na jesień. Na przystanku byłaś pierwsza i trochę musiałaś poczekać na Sivę. Wpatrywałaś się w park po drugiej stronie ulicy. Nagle poczułaś, że ktoś zakrył Ci oczy. Nie były to dłonie Twojego ukochanego. Te były brutalne.
- Milcz. Idziemy teraz do tego budynku obok. Jeśli piśniesz choć słówko, pożegnasz się z gruntem pod nogami. - powiedział cichy, męski głos
Byłaś przerażona, jednak poszłaś tam gdzie Ci kazał. Nie chciałaś umierać. Wiedziałaś co tacy ludzie mogą zrobić. Byli nieobliczalni.
Kiedy już siedziałaś na ziemi w tamtym budynku, widziałaś wszystko. Widziałaś jak Siva chodzi niecierpliwie w te i z powrotem obok przystanku autobusowego. Widziałaś, jak spogląda na zegarek, komórkę, ludzi w pobliżu. Czekał na Ciebie. Martwił się. Ale Ty nie mogłaś się odezwać. Nie mogłaś też uciec. Związali Ci ręce i nogi. Bóg wie o co im chodziło. Po prostu Cię złapali, związali i zostawili. Kiedy Seev zaczął biec w kierunku twojego domu, rozpłakałaś się cicho.
Liczyłaś w myślach czas. Być może to były Twoje ostatnie godziny. Po 30 minutach wrócili oni... Mieli kominiarki, nie mogłaś zobaczyć ich twarzy. Przeraziło Cię to jeszcze bardziej.
- Mamy dla Ciebie prezent urodzinowy.
Powiedział jeden z nich i wyciągnął zza pleców małe, kwadratowe pudełko. Nie chciałaś go otwierać. Bałaś się.
- No otwórz. - powiedział ten drugi wyraźnie zniecierpliwiony
Rozwiązali Cię i czekali na Twoją reakcję. Kiedy już wyciągnęłaś rękę, by sięgnąć po pudełko...
- <t.i.> nie !
- Siva ! - krzyknęłaś
- Nie bój się kochanie !
W oka mgnieniu dwóch porywaczy leżało na ziemi. Rozwiązałaś sznur krępujący Twoje kostki i podbiegłaś do chłopaka. Rzuciłaś mu się na szyję i zaczęłaś płakać. Niby to nic takiego, ale byłaś strasznie przerażona.
- Już dobrze. - wyszeptał do Twojego ucha - Jestem tu.
- Kocham Cię.
- Kocham Cię.
Spojrzałaś Sivie w oczy. Dojrzałaś w nich troskę i strach. Skierowałaś wzrok na jego usta. Chciałaś go pocałować, ale z jego dolnej wargi leciała krew. Otarłaś ją lekko palcem.
- Bolało ?- spytałaś
- Nie. - uśmiechnął się pokazując swoje śnieżno białe zęby - Jeśli robię to dla Ciebie, to zawsze będzie przyjemność.
Nie zdążyłaś nic powiedzieć. Seev przyciągnął Cię do siebie i pocałował delikatnie.
- Lepiej chodźmy do domu.
Wybiegliście z budynku i chwilę później pomieszczenie, w którym się znajdowaliście wybuchnął. Konstrukcja runęła na ziemię, a Wy biegliście przed siebie. Byle jak najszybciej do domu.
Ranek. Obudziłaś się gwałtownie otwierając oczy. Jednak się nie wzdrygnęłaś. Leżałaś wygodnie. Na wspomnienie wczorajszego dnia dwie łzy spłynęły Ci po policzku. Nagle ktoś je otarł. Dopiero wtedy zdałaś sobie sprawę, że Twój ukochany obejmuje Cię swoimi silnymi ramionami od tyłu. Uśmiechnęłaś się. Poczułaś ciepło. Byłaś bezpieczna.
- Wszystkiego Najlepszego. - wyszeptał Seev i postawił przed Tobą ogromną paczkę
Zerwałaś się do pozycji siedzącej i spojrzałaś na niego
- Oszalałeś ?! Poza tym.... moje urodziny były wczoraj. - powiedziałaś
- Nie. Twoje urodziny są dzisiaj. Zawsze mylisz te dwa dni i zwalasz winę na mnie.
- Zawsze mówię, że zapominasz.
Zaczęliście się śmiać. Byłaś szczęśliwa, po raz pierwszy w życiu, że zaliczyłaś taką pomyłkę. Nie chciałaś wczorajszego dnia w ogóle pamiętać.
Otworzyłaś paczkę, która zapakowana była w złoty papier, i wyjęłaś z niej ramkę ze zdjęciem Twoim i Sivy. Na zdjęciu uwieczniliście jeden z Waszych pocałunków. Seev wiedział, jak bardzo lubiłaś to zdjęcie. Później chwyciłaś beżową sukienkę. Była śliczna. Strasznie Ci się podobała !
- Nie musiałeś !
Zaczęłaś obsypywać chłopaka buziakami. W końcu chwycił Cię w pasie i zdecydowanym ruchem położył obok siebie.
- Kocham Cię. - wyszeptał
- Ja też Cię kocham.
Pocałował Cię namiętnie i znów objął ramionami.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ANIU ! <3 ; *
Wyszłaś z domu na umówione spotkanie z Twoim chłopakiem. Umówiliście się na przystanku autobusowym obok jakiegoś opuszczonego budynku. Tam spotkaliście się po raz pierwszy. Była zima. Oboje czekaliście na autobus. Nie zauważył Cię i potrąciliście się ramieniem. Od tamtego czasu jest to Wasze ulubione miejsce.
Szłaś wolno. Nie śpieszyłaś się. Było dość ciepło jak na jesień. Na przystanku byłaś pierwsza i trochę musiałaś poczekać na Sivę. Wpatrywałaś się w park po drugiej stronie ulicy. Nagle poczułaś, że ktoś zakrył Ci oczy. Nie były to dłonie Twojego ukochanego. Te były brutalne.
- Milcz. Idziemy teraz do tego budynku obok. Jeśli piśniesz choć słówko, pożegnasz się z gruntem pod nogami. - powiedział cichy, męski głos
Byłaś przerażona, jednak poszłaś tam gdzie Ci kazał. Nie chciałaś umierać. Wiedziałaś co tacy ludzie mogą zrobić. Byli nieobliczalni.
Kiedy już siedziałaś na ziemi w tamtym budynku, widziałaś wszystko. Widziałaś jak Siva chodzi niecierpliwie w te i z powrotem obok przystanku autobusowego. Widziałaś, jak spogląda na zegarek, komórkę, ludzi w pobliżu. Czekał na Ciebie. Martwił się. Ale Ty nie mogłaś się odezwać. Nie mogłaś też uciec. Związali Ci ręce i nogi. Bóg wie o co im chodziło. Po prostu Cię złapali, związali i zostawili. Kiedy Seev zaczął biec w kierunku twojego domu, rozpłakałaś się cicho.
Liczyłaś w myślach czas. Być może to były Twoje ostatnie godziny. Po 30 minutach wrócili oni... Mieli kominiarki, nie mogłaś zobaczyć ich twarzy. Przeraziło Cię to jeszcze bardziej.
- Mamy dla Ciebie prezent urodzinowy.
Powiedział jeden z nich i wyciągnął zza pleców małe, kwadratowe pudełko. Nie chciałaś go otwierać. Bałaś się.
- No otwórz. - powiedział ten drugi wyraźnie zniecierpliwiony
Rozwiązali Cię i czekali na Twoją reakcję. Kiedy już wyciągnęłaś rękę, by sięgnąć po pudełko...
- <t.i.> nie !
- Siva ! - krzyknęłaś
- Nie bój się kochanie !
W oka mgnieniu dwóch porywaczy leżało na ziemi. Rozwiązałaś sznur krępujący Twoje kostki i podbiegłaś do chłopaka. Rzuciłaś mu się na szyję i zaczęłaś płakać. Niby to nic takiego, ale byłaś strasznie przerażona.
- Już dobrze. - wyszeptał do Twojego ucha - Jestem tu.
- Kocham Cię.
- Kocham Cię.
Spojrzałaś Sivie w oczy. Dojrzałaś w nich troskę i strach. Skierowałaś wzrok na jego usta. Chciałaś go pocałować, ale z jego dolnej wargi leciała krew. Otarłaś ją lekko palcem.
- Bolało ?- spytałaś
- Nie. - uśmiechnął się pokazując swoje śnieżno białe zęby - Jeśli robię to dla Ciebie, to zawsze będzie przyjemność.
Nie zdążyłaś nic powiedzieć. Seev przyciągnął Cię do siebie i pocałował delikatnie.
- Lepiej chodźmy do domu.
Wybiegliście z budynku i chwilę później pomieszczenie, w którym się znajdowaliście wybuchnął. Konstrukcja runęła na ziemię, a Wy biegliście przed siebie. Byle jak najszybciej do domu.
Ranek. Obudziłaś się gwałtownie otwierając oczy. Jednak się nie wzdrygnęłaś. Leżałaś wygodnie. Na wspomnienie wczorajszego dnia dwie łzy spłynęły Ci po policzku. Nagle ktoś je otarł. Dopiero wtedy zdałaś sobie sprawę, że Twój ukochany obejmuje Cię swoimi silnymi ramionami od tyłu. Uśmiechnęłaś się. Poczułaś ciepło. Byłaś bezpieczna.
- Wszystkiego Najlepszego. - wyszeptał Seev i postawił przed Tobą ogromną paczkę
Zerwałaś się do pozycji siedzącej i spojrzałaś na niego
- Oszalałeś ?! Poza tym.... moje urodziny były wczoraj. - powiedziałaś
- Nie. Twoje urodziny są dzisiaj. Zawsze mylisz te dwa dni i zwalasz winę na mnie.
- Zawsze mówię, że zapominasz.
Zaczęliście się śmiać. Byłaś szczęśliwa, po raz pierwszy w życiu, że zaliczyłaś taką pomyłkę. Nie chciałaś wczorajszego dnia w ogóle pamiętać.
Otworzyłaś paczkę, która zapakowana była w złoty papier, i wyjęłaś z niej ramkę ze zdjęciem Twoim i Sivy. Na zdjęciu uwieczniliście jeden z Waszych pocałunków. Seev wiedział, jak bardzo lubiłaś to zdjęcie. Później chwyciłaś beżową sukienkę. Była śliczna. Strasznie Ci się podobała !
- Nie musiałeś !
Zaczęłaś obsypywać chłopaka buziakami. W końcu chwycił Cię w pasie i zdecydowanym ruchem położył obok siebie.
- Kocham Cię. - wyszeptał
- Ja też Cię kocham.
Pocałował Cię namiętnie i znów objął ramionami.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ANIU ! <3 ; *
Vic...; *
niedziela, 11 listopada 2012
25.Jay ♥
Ostatni tydzień wakacji. Musisz zaszaleć !
Postanowiłaś iść z przyjaciółką na imprezę. Kiedy już byłaś nieźle wstawiona dostrzegłaś przystojnego chłopaka. Miał na sobie koszulę w kratkę, jeansy i Conversy. Miał loczki, a to najbardziej podobało Ci się u chłopaków. Podeszłaś do niego, wyrwałaś z jego ręki kufel piwa, odłożyłaś na stolik, przy którym siedział z kumplami i zabrałaś go na parkiet. Tańczyłaś z nim długo i widocznie wpadłaś mu w oko. Nad ranem dałaś mu karteczkę z numerem, pocałowałaś w policzek i wyszłaś z przyjaciółką.
Następnego dnia miałaś wielkiego kaca i nie poszłaś na umówione spotkanie z tym chłopakiem. Dowiedziałaś się, że ma na imię Jay.
***
W końcu rok szkolny. Wczoraj było rozpoczęcie, na którym występowałaś. Wyszło super ! Pamiętałaś tekst i nuty, więc zagrałaś na gitarze `Glad You Came` autorstwa The Wanted, żeby uroczyście zakończyć wakacje.
***
Wtorek. Dziś pierwsze lekcje. Po trzeciej lekcji idziesz pod klasę muzyczną. Dzwonek ! Kurde, pomyślałaś, nie zdążyłam zjeść nawet śniadania. Dostrzegłaś, że z resztą chłopaków z Twojej klasy siedzi... JAY ! Podeszłaś do niego i powiedziałaś :
- Jay ? Co ty Tu robisz ?
- Rodzice mnie przenieśli. Źle uczyłem się w poprzedniej szkole. Nie wyjdę źle, jeśli już pierwszego dnia spóźniłem się na lekcje ?
- Jak to Cię przenieśli ? - odpowiedziałaś pytaniem na pytanie
- No normalnie. Potrzebuję prywatnych korepetycji, a z tego co mówią chłopacy, to jesteś całkiem niezła z fizyki, biologii i historii.
- Dokładnie ! - wtrącił Twój kolega - Kujon z niej !
- Nie prawda ! Ja po prostu mam dobre oceny ! - zachichotałaś
Na muzyce Jay wysłał przez klasę liścik do Ciebie. Było w nim `Jay McGuiness sexline. Talk dirty to me.`
Oczywiście zaczęłaś się śmiać, co wyprowadziło nauczyciela z równowagi. Poprosił o karteczkę w Twojej dłoni. Dałaś mu ją niechętnie.
- Jay McGuiness i <t.i.> <t.n.> zostają po lekcjach !
Gdy rozbrzmiał dzwonek znów wybuchnęłaś śmiechem. Jay także. Nauczyciel jednak wyprosił Cię za drzwi zostając w klasie sam z Twoim nowym kumplem. Bardzo go polubiłaś i pomimo śmiechu nie wiedziałaś co wymyśli Twój nauczyciel.
Kiedy Jay wyszedł z klasy, powiedział :
- Osz Ty ! Przez Ciebie mam uwagę w dzienniku i będę rozmawiał z dyrektorem !
- To tylko niewinny żart !
Wtedy loczek podszedł do Ciebie i pocałował. Wszyscy z Twojej klasy zaczęli bić brawo i krzyczeć `Gorzko ! Gorzko !`.
***
Nastąpiły ferie zimowe. Jay po tamtym incydencie musiał zostawać w szkole po lekcjach i chodzić na zajęcia z savoir vivre'u. A Wy jesteście od tamtej pory razem ^^
Bardzo dobrze układa Wam się w tym związku i planujecie już przyszłość.
______________________________
JUPI !
Ten mi się nawet podoba ; )
Tylko mam do Was pytanie :
Kogo chcecie w następnym imaginie ?
Chętnie skorzystam z Waszej pomocy
i napiszę coś z proponowanym przez Was
kandydatem.
To jak ? ^^
Postanowiłaś iść z przyjaciółką na imprezę. Kiedy już byłaś nieźle wstawiona dostrzegłaś przystojnego chłopaka. Miał na sobie koszulę w kratkę, jeansy i Conversy. Miał loczki, a to najbardziej podobało Ci się u chłopaków. Podeszłaś do niego, wyrwałaś z jego ręki kufel piwa, odłożyłaś na stolik, przy którym siedział z kumplami i zabrałaś go na parkiet. Tańczyłaś z nim długo i widocznie wpadłaś mu w oko. Nad ranem dałaś mu karteczkę z numerem, pocałowałaś w policzek i wyszłaś z przyjaciółką.
Następnego dnia miałaś wielkiego kaca i nie poszłaś na umówione spotkanie z tym chłopakiem. Dowiedziałaś się, że ma na imię Jay.
***
W końcu rok szkolny. Wczoraj było rozpoczęcie, na którym występowałaś. Wyszło super ! Pamiętałaś tekst i nuty, więc zagrałaś na gitarze `Glad You Came` autorstwa The Wanted, żeby uroczyście zakończyć wakacje.
***
Wtorek. Dziś pierwsze lekcje. Po trzeciej lekcji idziesz pod klasę muzyczną. Dzwonek ! Kurde, pomyślałaś, nie zdążyłam zjeść nawet śniadania. Dostrzegłaś, że z resztą chłopaków z Twojej klasy siedzi... JAY ! Podeszłaś do niego i powiedziałaś :
- Jay ? Co ty Tu robisz ?
- Rodzice mnie przenieśli. Źle uczyłem się w poprzedniej szkole. Nie wyjdę źle, jeśli już pierwszego dnia spóźniłem się na lekcje ?
- Jak to Cię przenieśli ? - odpowiedziałaś pytaniem na pytanie
- No normalnie. Potrzebuję prywatnych korepetycji, a z tego co mówią chłopacy, to jesteś całkiem niezła z fizyki, biologii i historii.
- Dokładnie ! - wtrącił Twój kolega - Kujon z niej !
- Nie prawda ! Ja po prostu mam dobre oceny ! - zachichotałaś
Na muzyce Jay wysłał przez klasę liścik do Ciebie. Było w nim `Jay McGuiness sexline. Talk dirty to me.`
Oczywiście zaczęłaś się śmiać, co wyprowadziło nauczyciela z równowagi. Poprosił o karteczkę w Twojej dłoni. Dałaś mu ją niechętnie.
- Jay McGuiness i <t.i.> <t.n.> zostają po lekcjach !
Gdy rozbrzmiał dzwonek znów wybuchnęłaś śmiechem. Jay także. Nauczyciel jednak wyprosił Cię za drzwi zostając w klasie sam z Twoim nowym kumplem. Bardzo go polubiłaś i pomimo śmiechu nie wiedziałaś co wymyśli Twój nauczyciel.
Kiedy Jay wyszedł z klasy, powiedział :
- Osz Ty ! Przez Ciebie mam uwagę w dzienniku i będę rozmawiał z dyrektorem !
- To tylko niewinny żart !
Wtedy loczek podszedł do Ciebie i pocałował. Wszyscy z Twojej klasy zaczęli bić brawo i krzyczeć `Gorzko ! Gorzko !`.
***
Nastąpiły ferie zimowe. Jay po tamtym incydencie musiał zostawać w szkole po lekcjach i chodzić na zajęcia z savoir vivre'u. A Wy jesteście od tamtej pory razem ^^
Bardzo dobrze układa Wam się w tym związku i planujecie już przyszłość.
______________________________
JUPI !
Ten mi się nawet podoba ; )
Tylko mam do Was pytanie :
Kogo chcecie w następnym imaginie ?
Chętnie skorzystam z Waszej pomocy
i napiszę coś z proponowanym przez Was
kandydatem.
To jak ? ^^
Vic...
24 Tom ♥
Kochasz The Wanted. Najbardziej Toma. Budzisz się rano i wciąż nie możesz uwiezyć, że to właśnie Ciebie wybrali na jego dziewczynę. W lekkim poddenerwowaniu zlatuje Ci cały dzień. I wieczór ! Pora ruszyć na plan do Chasing The Sun. To właśnie ten wieczór, w którym pocałujesz, złapiesz za rękę, ugryziesz Toma.
Idziesz do makijażystek, stylistek, chłopaków. ^^
Kilka minut później zostają nagrane sceny klubowe. I... ta najważniejsza. Usiadłaś z Tomem na wygodnej kanapie i powoli się do niego zbliżałaś, lecz to on wykonał `pierwszy krok` ! Wasze usta splotły się w pocałunku. Kilka sekund później wiedziałaś, że źle robicie. Przecież Tom ma dziewczynę ! Szybko wymeldowałaś jego język z Twojej buzi i wgryzłaś się w jego szyję. Chłopakowi się to spodobało, bo zachichotał pod nosem. Gdy scenę puścili Wam Director X zaniemówiłaś. Wyglądało świetnie !
Kiedy wracałaś do domu usłyszałaś, że ktoś za Tobą biegnie. Zdenerwowałaś się. Było ciemno i zimno. Nie odwróciłaś się. Przyspieszyłaś kroku na tyle ile mogłaś. Miałaś jednak pewne ograniczenia z powodu szpilek. Kiedy odgarniałaś włosy ktoś złapał Cię za rękę. Zamarłaś. Odwróciłaś się i zobaczyłaś Toma:
- Przestraszyłeś mnie ! - krzyknęłaś
- Przepraszam. - odpowiedział i pocałował Cię
Jednak Ty szybko go odepchnęłaś
- Ty masz dziewczynę !
- Już nie. - powiadomił i pokazał Ci komórkę.
Na wyświetlaczu jakaś strona internetowa z nagłówkiem mówiącym wszystko
- Tom Parker z The Wanted zerwał z dziewczyną po nagraniu Chasing The Sun ?! - wykrzyknęłaś, a on zamknął Ci usta, całując Cię delikatnie
- Kocham Cię. - wyszeptał
Chwilę nie wiedziałaś co powiedzieć, jednak po chwili dotarło do Ciebie, że Ty też coś do niego czujesz.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałaś z uśmiechem
***
Dziś mijają 2 lata odkąd jesteście razem. Jednym słowem : miłość. Tom bardzo dba o Ciebie i o Waszego małego, 4-miesięcznego synka.
________________________________________
No witam ^^
Takim oto Tomem wbijam, wracam na pełne obroty !
Mam nadzieję, że się podoba.
Liczę na Wasze opinie.
Idziesz do makijażystek, stylistek, chłopaków. ^^
Kilka minut później zostają nagrane sceny klubowe. I... ta najważniejsza. Usiadłaś z Tomem na wygodnej kanapie i powoli się do niego zbliżałaś, lecz to on wykonał `pierwszy krok` ! Wasze usta splotły się w pocałunku. Kilka sekund później wiedziałaś, że źle robicie. Przecież Tom ma dziewczynę ! Szybko wymeldowałaś jego język z Twojej buzi i wgryzłaś się w jego szyję. Chłopakowi się to spodobało, bo zachichotał pod nosem. Gdy scenę puścili Wam Director X zaniemówiłaś. Wyglądało świetnie !
Kiedy wracałaś do domu usłyszałaś, że ktoś za Tobą biegnie. Zdenerwowałaś się. Było ciemno i zimno. Nie odwróciłaś się. Przyspieszyłaś kroku na tyle ile mogłaś. Miałaś jednak pewne ograniczenia z powodu szpilek. Kiedy odgarniałaś włosy ktoś złapał Cię za rękę. Zamarłaś. Odwróciłaś się i zobaczyłaś Toma:
- Przestraszyłeś mnie ! - krzyknęłaś
- Przepraszam. - odpowiedział i pocałował Cię
Jednak Ty szybko go odepchnęłaś
- Ty masz dziewczynę !
- Już nie. - powiadomił i pokazał Ci komórkę.
Na wyświetlaczu jakaś strona internetowa z nagłówkiem mówiącym wszystko
- Tom Parker z The Wanted zerwał z dziewczyną po nagraniu Chasing The Sun ?! - wykrzyknęłaś, a on zamknął Ci usta, całując Cię delikatnie
- Kocham Cię. - wyszeptał
Chwilę nie wiedziałaś co powiedzieć, jednak po chwili dotarło do Ciebie, że Ty też coś do niego czujesz.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałaś z uśmiechem
***
Dziś mijają 2 lata odkąd jesteście razem. Jednym słowem : miłość. Tom bardzo dba o Ciebie i o Waszego małego, 4-miesięcznego synka.
________________________________________
No witam ^^
Takim oto Tomem wbijam, wracam na pełne obroty !
Mam nadzieję, że się podoba.
Liczę na Wasze opinie.
Vic...
niedziela, 9 września 2012
19.Seev ♥
Jesteś płatnym mordercą. Ludzie dają Ci zlecenie, kasę a Ty idziesz zabić kogoś z zimną krwią. Dziś było podobnie.
Gdy wychodziłaś z domu, krzyknęłaś do Sivy :
- Kochanie ! Idę do pracy ! Niedługo wrócę !
- Dobrze. - pocałował Cię namiętnie - Będę czekał. Mam dziś dla Ciebie niespodziankę.
Uśmiechnęliście się do siebie i wyszłaś. Wsiadłaś do swojego służbowego czarnego BMW i odjechałaś. Pod biurem byłam punktualnie. Parkując samochód myślałaś, co to za niespodzianka. Po wejściu do ogromnych rozmiarów budynku, wskoczyłaś do windy i pojechałaś nią na 2 piętro, do Twojego gabinetu.
Wszyscy się na Ciebie dziwnie patrzyli. Wiedzieli, że jesteś z Seevem, a mimo to, jak zauważyłaś na niektórych monitorach komputerów, oglądali Wasze zdjęcia, szeptali coś. No nic. Ludzie już tacy są. Weszłaś do swojego `szklanego` gabinetu i usiadłaś na wysokim, skórzanym i wygodnym krześle. Na chwilę ktoś Ci przerwał przynosząc papiery. Była to Twoja sekretarka :
- Tu są dokumenty ludzi na przyszły tydzień. - wskazała na stertę przed chwilą przyniesionych papierów - Ten pierwszy jest szczególnie ważny. Zlecenie dotychczas najważniejsze i trzeba się z tym jak najszybciej uporać. Najlepiej dzisiaj.- powiedziała
- Dziękuję. - uśmiechnęłaś się przyjaźnie - Przejrzę je, ale dziś chciałabym wrócić wcześniej do domu, więc pewnie wykonam tylko jedno zlecenie.
- To .. ja już pójdę. - popatrzyła na Ciebie krzywo i wyszła
Zdziwiłaś się. Nie była taka nigdy. Tak samo jak inni. Nie przejmując się tym dłużej zaczerpnęłaś łyk świeżej kawy i otwarłaś pierwszą, najważniejszą teczkę z uśmiechem. Jednak po chwili uśmiech bardzo drastycznie znikł z Twojej twarzy. Okazało się, że ktoś dał TOBIE zlecenie, żeby ZABIĆ własnego CHŁOPAKA ! Nie mogłaś w to uwierzyć. To dlatego wszyscy szeptali. Wpadłaś w furię. Najpierw kubek rzuciłaś na jedną z szyb stanowiących ściany Twojego biura. Kubek się rozprysną, kawa oblała biały dywan, a szyba, ponieważ była odporna nawet na pociski, nie miała żadnego zadrapania. Wszyscy automatycznie spojrzeli się na Ciebie. Niewiele było widać, bo po owej szybie spływała fala kawy. Ty stałaś pochylona nad biurkiem. Kompletnie nie wiedziałaś co robić. Kto chciałby go zabić ?! Przecież on nie miał żadnych wrogów ! Wyszłaś z gabinetu z dokumentami należącymi do Sivy i zaczęłaś się na wszystkich wydzierać :
- Kto do cholery kazał mi zabić własnego chłopaka !?
- Nie wiemy. - powiedział Twój szef - Dostaliśmy zlecenie. Naszym zadaniem jest unieszkodliwić ofiarę, pozostać niewidocznym i zabić.
- Nie ! - krzyknęłaś wyobrażając sobie całą krzywdę jaka może spotkać Twojego ukochanego
- Masz takie zadanie. Oboje wiemy, że jesteś w tym najlepsza. Już raz zlikwidowałaś bliską Ci osobę.
- Ciekawe kogo ?
- Jak to kogo ? A Twoja przyjaciółka ?
- Ma się dobrze. Ale niezła była ta akcja z tirem. Przyznaję, że Ty i Twoje myślenie racjonalne są genialne w porównaniu do Twoich poprzednich wybryków z przed kilku lat - uśmiechnęłaś się sztucznie - Szkoda, że ja nie dostałam tego zlecenia. Zniszczyłabym je na drobny mak. Wiesz ile dziewczyna się zbierała ?! Nie wychodziła z domu, nie jadła, nie spała ! Miała .. obie miałyśmy wtedy szczęście, że to ja spowodowałam ten wypadek. Przynajmniej nic jej się nie stało oprócz lekkiej rany na głowie. Wystarczył plaster i woda utleniona. Gdybyś Ty wtedy .. wtedy tym tirem .. - robiłaś spore przerwy, nie umiałaś dobrać słów - To dzięki mnie żyje. I ma się dobrze ! Rozumiesz ?! Ma się dobrze ! - krzyczałaś wściekła - Nie pozwolę skrzywdzić Sivy. Prędzej zabiję Ciebie i wszystkich tu zgromadzonych niż jego. Spróbuj chociaż go tknąć, to uwierz mi, pożałujesz.
Odwróciłaś się i wrzuciłaś akta w niszczarkę, jeszcze raz, i jeszcze. Aż nie zrobiły się milimetrowe, jak makaron spaghetti. Ostatni raz rzuciłaś pogardliwe spojrzenie w kierunku szefa i weszłaś do swojego gabinetu. Tam spakowałaś torebkę. Wzięłaś potrzebne rzeczy, czyli takie, które zawsze ze sobą nosisz na `polowanie na Twoją ofiarę`. Wybrałaś szybko numer Seeva i wyszłaś z budynku. Sama się sobie dziwiłaś, że trwało to tak krótko. Za pierwszym razem Siva nie odebrał. Bałaś się, że coś mu się stało. Ale odebrał za drugim razem :
- Cześć kochanie - powiedział - Kiedy wracasz ?
- Już ! Teraz ! - mówiłaś wsiadając do auta - Słuchaj ! Nie otwieraj nikomu, zasłoń okna, siedź w domu cicho, nigdzie nie idź. Zaraz tam będę i wszystko Ci powiem. Pozamykaj drzwi, okna i balkon. Nikt nie może dostać się do domu rozumiesz ? - chwila ciszy - Kocham Cię. - popłynęły Ci łzy po policzkach
- Kocham Cię. - rozłączył się
Wiedziałaś, że musisz się śpieszyć. Na szczęście byłaś w domu szybciej od .. nich. Weszłaś do środka i od razu uwiesiłaś się na szyi chłopaka. On również mocno Cię przytulił. Chyba zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Szybko spakowaliście swoje rzeczy, ale dy chcieliście je znieść na dół, ktoś zaczął walić w drzwi, otwierać łomem :
- Kochanie - wyszeptałaś - Schowaj się do garderoby i zaklucz za sobą drzwi. A klucz zostaw w zamku, żeby nie otworzyli zapasowym.
Posłuchał Cię. Wiedział , że Ciebie nie da się pokonać. Zeszłaś powoli na dół i usiadłaś na schodach. Wtedy wlecieli do waszego mieszkania jak szaleni. Był wśród nich ... wśród tych wszystkich ludzi z bronią.. był Twój szef :
- Siema szefie ! - powiedziałaś z uśmiechem
- Witaj <t.i.>. Widzę, że chcieliście się wynieść. - pokazał na torby
- Noo. Z daleka od Was. Ale nie zdążyliśmy, bo Wy wpadliście z wizytą. Skoro już jesteście to może kawy ?
- Żartujesz prawda ?
- Prawda.
- Więc ? Gdzie jest cel ?
- Nie mów na niego cel, bo poderżnę Ci gardło. - podeszłaś do niego z nożem
- Spokojnie. - wycofał Twoją rękę - Znajdziemy go sami, jeśli nie chcesz pomóc
Gdy wszyscy , a było ich około 8 z Twoim szefem, weszli na schody, załadowałaś broń i strzeliłaś każdemu po kolei w głowę. Chwilę później leżeli pod schodami martwi. Upewniłaś się, że nie żyją. Rzeczywiście byłaś dobra. Pobiegłaś po Sivę. On zdążył już zagrać dwie partyjki pokera ze samym sobą. Zabrałaś go z garderoby, zbiegliście na dół, załadowaliście samochód Waszymi torbami i ruszyliście. Po prostu. Jechaliście przed siebie bardzo długo. Zmienialiście się, żeby ten drugi mógł się wyspać, najeść.
***
3 lata później !
Ciągle jesteś z Seevem . Bardzo Wam się układa, nawet bardziej niż bardzo . Wy i Wasza 2letnia córeczka chodzicie codziennie na spacery nie obawiając się o nic. W końcu macie spokój. Okazujecie sobie czułości na każdym kroku. Wasza trójka strasznie się kocha i oddałaby życie za dwie pozostałe osoby. Skończyłaś z zabijaniem. Za groźnie już dla Ciebie brzmiało. W domu byłaś nieśmiała, w pracy zabijałaś z zimną krwią.
Jesteście po ślubie i nawet macie dziecko. Tak, to był dobry wybór dając szefowi kulkę w głowę. Policja nawet nie rozpoczęła śledztwa. Od lat byli poszukiwani za zabijanie ludzi i wreszcie sami tego doświadczyli. Jak to jest być `celem`, `ofiarą`.
Ty, Seev i Wasza córeczka jesteście na prawdę świetną, kochającą się rodziną :D
__________________
BUUUUUUUU !
Co to ma być w ogóle ?!
Jakaś porażka ;/
Ale no nic .
Dla ALi;*
Gdy wychodziłaś z domu, krzyknęłaś do Sivy :
- Kochanie ! Idę do pracy ! Niedługo wrócę !
- Dobrze. - pocałował Cię namiętnie - Będę czekał. Mam dziś dla Ciebie niespodziankę.
Uśmiechnęliście się do siebie i wyszłaś. Wsiadłaś do swojego służbowego czarnego BMW i odjechałaś. Pod biurem byłam punktualnie. Parkując samochód myślałaś, co to za niespodzianka. Po wejściu do ogromnych rozmiarów budynku, wskoczyłaś do windy i pojechałaś nią na 2 piętro, do Twojego gabinetu.
Wszyscy się na Ciebie dziwnie patrzyli. Wiedzieli, że jesteś z Seevem, a mimo to, jak zauważyłaś na niektórych monitorach komputerów, oglądali Wasze zdjęcia, szeptali coś. No nic. Ludzie już tacy są. Weszłaś do swojego `szklanego` gabinetu i usiadłaś na wysokim, skórzanym i wygodnym krześle. Na chwilę ktoś Ci przerwał przynosząc papiery. Była to Twoja sekretarka :
- Tu są dokumenty ludzi na przyszły tydzień. - wskazała na stertę przed chwilą przyniesionych papierów - Ten pierwszy jest szczególnie ważny. Zlecenie dotychczas najważniejsze i trzeba się z tym jak najszybciej uporać. Najlepiej dzisiaj.- powiedziała
- Dziękuję. - uśmiechnęłaś się przyjaźnie - Przejrzę je, ale dziś chciałabym wrócić wcześniej do domu, więc pewnie wykonam tylko jedno zlecenie.
- To .. ja już pójdę. - popatrzyła na Ciebie krzywo i wyszła
Zdziwiłaś się. Nie była taka nigdy. Tak samo jak inni. Nie przejmując się tym dłużej zaczerpnęłaś łyk świeżej kawy i otwarłaś pierwszą, najważniejszą teczkę z uśmiechem. Jednak po chwili uśmiech bardzo drastycznie znikł z Twojej twarzy. Okazało się, że ktoś dał TOBIE zlecenie, żeby ZABIĆ własnego CHŁOPAKA ! Nie mogłaś w to uwierzyć. To dlatego wszyscy szeptali. Wpadłaś w furię. Najpierw kubek rzuciłaś na jedną z szyb stanowiących ściany Twojego biura. Kubek się rozprysną, kawa oblała biały dywan, a szyba, ponieważ była odporna nawet na pociski, nie miała żadnego zadrapania. Wszyscy automatycznie spojrzeli się na Ciebie. Niewiele było widać, bo po owej szybie spływała fala kawy. Ty stałaś pochylona nad biurkiem. Kompletnie nie wiedziałaś co robić. Kto chciałby go zabić ?! Przecież on nie miał żadnych wrogów ! Wyszłaś z gabinetu z dokumentami należącymi do Sivy i zaczęłaś się na wszystkich wydzierać :
- Kto do cholery kazał mi zabić własnego chłopaka !?
- Nie wiemy. - powiedział Twój szef - Dostaliśmy zlecenie. Naszym zadaniem jest unieszkodliwić ofiarę, pozostać niewidocznym i zabić.
- Nie ! - krzyknęłaś wyobrażając sobie całą krzywdę jaka może spotkać Twojego ukochanego
- Masz takie zadanie. Oboje wiemy, że jesteś w tym najlepsza. Już raz zlikwidowałaś bliską Ci osobę.
- Ciekawe kogo ?
- Jak to kogo ? A Twoja przyjaciółka ?
- Ma się dobrze. Ale niezła była ta akcja z tirem. Przyznaję, że Ty i Twoje myślenie racjonalne są genialne w porównaniu do Twoich poprzednich wybryków z przed kilku lat - uśmiechnęłaś się sztucznie - Szkoda, że ja nie dostałam tego zlecenia. Zniszczyłabym je na drobny mak. Wiesz ile dziewczyna się zbierała ?! Nie wychodziła z domu, nie jadła, nie spała ! Miała .. obie miałyśmy wtedy szczęście, że to ja spowodowałam ten wypadek. Przynajmniej nic jej się nie stało oprócz lekkiej rany na głowie. Wystarczył plaster i woda utleniona. Gdybyś Ty wtedy .. wtedy tym tirem .. - robiłaś spore przerwy, nie umiałaś dobrać słów - To dzięki mnie żyje. I ma się dobrze ! Rozumiesz ?! Ma się dobrze ! - krzyczałaś wściekła - Nie pozwolę skrzywdzić Sivy. Prędzej zabiję Ciebie i wszystkich tu zgromadzonych niż jego. Spróbuj chociaż go tknąć, to uwierz mi, pożałujesz.
Odwróciłaś się i wrzuciłaś akta w niszczarkę, jeszcze raz, i jeszcze. Aż nie zrobiły się milimetrowe, jak makaron spaghetti. Ostatni raz rzuciłaś pogardliwe spojrzenie w kierunku szefa i weszłaś do swojego gabinetu. Tam spakowałaś torebkę. Wzięłaś potrzebne rzeczy, czyli takie, które zawsze ze sobą nosisz na `polowanie na Twoją ofiarę`. Wybrałaś szybko numer Seeva i wyszłaś z budynku. Sama się sobie dziwiłaś, że trwało to tak krótko. Za pierwszym razem Siva nie odebrał. Bałaś się, że coś mu się stało. Ale odebrał za drugim razem :
- Cześć kochanie - powiedział - Kiedy wracasz ?
- Już ! Teraz ! - mówiłaś wsiadając do auta - Słuchaj ! Nie otwieraj nikomu, zasłoń okna, siedź w domu cicho, nigdzie nie idź. Zaraz tam będę i wszystko Ci powiem. Pozamykaj drzwi, okna i balkon. Nikt nie może dostać się do domu rozumiesz ? - chwila ciszy - Kocham Cię. - popłynęły Ci łzy po policzkach
- Kocham Cię. - rozłączył się
Wiedziałaś, że musisz się śpieszyć. Na szczęście byłaś w domu szybciej od .. nich. Weszłaś do środka i od razu uwiesiłaś się na szyi chłopaka. On również mocno Cię przytulił. Chyba zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Szybko spakowaliście swoje rzeczy, ale dy chcieliście je znieść na dół, ktoś zaczął walić w drzwi, otwierać łomem :
- Kochanie - wyszeptałaś - Schowaj się do garderoby i zaklucz za sobą drzwi. A klucz zostaw w zamku, żeby nie otworzyli zapasowym.
Posłuchał Cię. Wiedział , że Ciebie nie da się pokonać. Zeszłaś powoli na dół i usiadłaś na schodach. Wtedy wlecieli do waszego mieszkania jak szaleni. Był wśród nich ... wśród tych wszystkich ludzi z bronią.. był Twój szef :
- Siema szefie ! - powiedziałaś z uśmiechem
- Witaj <t.i.>. Widzę, że chcieliście się wynieść. - pokazał na torby
- Noo. Z daleka od Was. Ale nie zdążyliśmy, bo Wy wpadliście z wizytą. Skoro już jesteście to może kawy ?
- Żartujesz prawda ?
- Prawda.
- Więc ? Gdzie jest cel ?
- Nie mów na niego cel, bo poderżnę Ci gardło. - podeszłaś do niego z nożem
- Spokojnie. - wycofał Twoją rękę - Znajdziemy go sami, jeśli nie chcesz pomóc
Gdy wszyscy , a było ich około 8 z Twoim szefem, weszli na schody, załadowałaś broń i strzeliłaś każdemu po kolei w głowę. Chwilę później leżeli pod schodami martwi. Upewniłaś się, że nie żyją. Rzeczywiście byłaś dobra. Pobiegłaś po Sivę. On zdążył już zagrać dwie partyjki pokera ze samym sobą. Zabrałaś go z garderoby, zbiegliście na dół, załadowaliście samochód Waszymi torbami i ruszyliście. Po prostu. Jechaliście przed siebie bardzo długo. Zmienialiście się, żeby ten drugi mógł się wyspać, najeść.
***
3 lata później !
Ciągle jesteś z Seevem . Bardzo Wam się układa, nawet bardziej niż bardzo . Wy i Wasza 2letnia córeczka chodzicie codziennie na spacery nie obawiając się o nic. W końcu macie spokój. Okazujecie sobie czułości na każdym kroku. Wasza trójka strasznie się kocha i oddałaby życie za dwie pozostałe osoby. Skończyłaś z zabijaniem. Za groźnie już dla Ciebie brzmiało. W domu byłaś nieśmiała, w pracy zabijałaś z zimną krwią.
Jesteście po ślubie i nawet macie dziecko. Tak, to był dobry wybór dając szefowi kulkę w głowę. Policja nawet nie rozpoczęła śledztwa. Od lat byli poszukiwani za zabijanie ludzi i wreszcie sami tego doświadczyli. Jak to jest być `celem`, `ofiarą`.
Ty, Seev i Wasza córeczka jesteście na prawdę świetną, kochającą się rodziną :D
__________________
BUUUUUUUU !
Co to ma być w ogóle ?!
Jakaś porażka ;/
Ale no nic .
Dla ALi;*
Vic..
sobota, 8 września 2012
17.Seev ♥
Jesteś z Seevem od roku. Dziś macie rocznicę. Postanowiłaś, że nie będziesz się stroić. Założyłaś czarne rurki, białą bokserkę i czarną marynarkę. Do tego jakieś trampki i byłaś gotowa. Powiedział, że przyjedzie po Ciebie o 8. Czekałaś. Zaczęło się ściemniać, a jego nie było. Nie dzwoniłaś do niego. Ale już nie mogłaś wytrzymać. Gdy tylko wzięłaś telefon do ręki, zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłaś otworzyć. To był Siva :
- Dobry wieczór Kochanie. - pocałował Cię
- Gdzie byłeś ?! Martwiłam się ! Jest .. - spojrzałaś na zegarek, była punkt ósma
- Ja jestem .. na czas w dodatku. - zaśmialiście się
Ty ubrałaś buty, założyłaś marynarkę, przerzuciłaś przez ramię czarną torebkę i wyszliście.
Wsiedliście do jego auta i jechaliście .. gdzieś. Po jakimś czasie kazał Ci założyć opaskę na oczy. Byłaś wkurzona, bo wcześniej, po siedemnastu nieudanych próbach, zrobiłaś idealnego koczka. No ale nic, założyłaś. Cudem Twoja fryzura wytrzymała. Seev wysiadł z auta i poszedł otworzyć Ci drzwi. Wziął Cię za rękę i zaczął iść :
- A może mi szanowny pan powie, gdzie idziemy ? - dopytywałaś
- <t.i.> spokojnie. Nie zapeszaj.
W końcu wprowadził Cię po schodach, prosto, chyba w lewo, znów po schodach, znów prosto i poczułaś trawę ocierającą się o podeszwy Twoich granatowych Converse'ów. Kazał Ci zdjąć opaskę. Na początku zamknęłaś oczy, bo .. coś ! nie pozwalało Ci ich otworzyć. Oczywiście tym czymś było strasznie jasne światło. `On chyba mnie zamordował ! Zadźgał nożem w rocznicę ! Ja się z góry zemszczę na kolesiu ! Jeszcze tego pożałuje ! ` - pomyślałaś. Jednak po chwili okazało się, że jesteście na stadionie, a to bardzo jasne światło dobiegało z reflektorów skierowanych na środek boiska. Spojrzałaś w dół. Zobaczyłaś kocyk, kilka kanapek, Twoje ulubione ciasto i puszki Coca-Coli. Odwróciłaś się. Zobaczyłaś Sivę w stroju do piłki nożnej, zakładał rękawice. Spytałaś o co chodzi. On na to, że nie ma żarcia bez wysiłku. Nie wiedziałaś o co chodzi. Ale gdy chłopak zaczął się rozgrzewać na bramce, pomyślałaś, że zagracie meczyk. Tylko Wy dwoje.
Dawaj Ci fory. Nie chciał , żebyś przegrała. Trawiłaś prawie wszystkie bramki. Oczywiście Seev udawał, że nie wiedział jak to zrobiłaś ^^ chwalił Cię, że jesteś mistrzynią etc.
W końcu oboje zgłodnieliście i podeszliście do koca. Na pierwszy ogień poszły Cole :D
Byliście trochę zmęczeni, więc musieliście się napić. Później zjedliście przygotowany przez Sivę `piknik`. Rozejrzałaś się z uśmiechem. Na trybunach nikogo. Pomyślałaś, że specjalnie dla Was wynajął stadion.
Poszedł się przebrać, gdy wrócił .. przybiegł do Ciebie :
- Musimy iść ! Szybko ! - powiedział zaśmiany
- Dlaczego ? - spytałaś szybko i wzięłaś swoją torebkę
- Okazało się, że teraz jest trening i jak nas zobaczą, to mamy przerąbane.
- No to na co czekasz ?! Biegniemy !
Wzięliście swoje rzeczy, oczywiście zostawiając koc z przysmakami i uciekliście. Wybiegając ze stadiony nie mogliście ze śmiechu. Po prostu już płakaliście. Siva wpakował Cię do samochodu i sam usiadł obok. Odwiózł Cię do domu :
- Ubierz się ładnie. Mam jeszcze jedną niespodziankę. - pocałował Cię i pozwolił wejść do mieszkania
Nie wiedziałaś o co chodzi, ale zrobiłaś, co kazał. Ubrałaś śliczną, długą suknie i wysokie obcasy. Włosy rozpuściłaś i wzięłaś tylko małą kopertówkę. Schodząc po schodach złapałaś swoją miętową suknie w rękę nie chcąc jej pobrudzić, nadepnąć. Okazało się, że w salonie czeka Irlandczyk. Zaniemówił, gdy Cię zobaczył :
- Wow. Kochanie ... wywyglądasz ... wyglądasz .. cucudownie .. - jąkał się
- Dziękuję. Ty w tych dżinsach i koszulce z Barcelony też wyglądasz elegancko. - zaśmiałaś się
- Oj weź. To było dla jaj. - poszedł do łazienki
- Ale gdzie Ty idziesz ?
- A dasz mi chwilę prywatności ?
- No co zaa .. - znów się zaśmiałaś
Wyszedł w ... GARNITURZE !
- Wow. Kochanie ... nigdy nie widziałam Cię w garniaku. - powiedziałaś
- No widzisz ?
- No teraz widzę. - znowu śmiech , na co on puścił Ci oczko
Obejmując się znów wsiedliście do auta. Seev zabrał Cię na romantyczną kolację. Siedzieliście w pustej restauracji, gdzie pod ręką mieliście tylko kelnera, szefa kuchni, barmana i kwartet smyczkowy. Byłaś zachwycona. Ale powstrzymywałaś łzy. Nagle Siva dał znak `orkiestrze` i kelnerowi. Ci zaczęli grać, a chłopak poszedł do kuchni. Chwila patrzenia sobie w oczy i nagle światło przygasło. Rozejrzałaś się i ujrzałaś powoli otwierające się drzwi od kuchni. Wyszedł stamtąd szef z tortem. Wtedy chłopak przy Tobie uklęknął i wyjął z kieszeni marynarki pierścionek :
- Kocham Cię Skarbie. Nie wyobrażam sobie życia u boku innej. Zostaniesz ze mną już na zawsze, jako moja żona ? - spytał
- TAK ! TAK ! TAK ! - rzuciłaś się na niego
Siva założył Ci pierścionek i pocałowaliście się. Wtedy zjedliście trochę tortu zaręczynowego ^^ i pojechaliście do niego ...
*********
3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ !
Planujecie ślub. Wasi znajomi są już o tym poinformowani i pomagają Wam, ale Ty chcesz jeszcze zaczekać, bo nie zmieścisz się w sukienkę.
Jesteś w trzecim miesiącu ciąży. Nie dość, że będziesz szczęśliwą mężatką, to jeszcze matką cudownego chłopca :)
- Dobry wieczór Kochanie. - pocałował Cię
- Gdzie byłeś ?! Martwiłam się ! Jest .. - spojrzałaś na zegarek, była punkt ósma
- Ja jestem .. na czas w dodatku. - zaśmialiście się
Ty ubrałaś buty, założyłaś marynarkę, przerzuciłaś przez ramię czarną torebkę i wyszliście.
Wsiedliście do jego auta i jechaliście .. gdzieś. Po jakimś czasie kazał Ci założyć opaskę na oczy. Byłaś wkurzona, bo wcześniej, po siedemnastu nieudanych próbach, zrobiłaś idealnego koczka. No ale nic, założyłaś. Cudem Twoja fryzura wytrzymała. Seev wysiadł z auta i poszedł otworzyć Ci drzwi. Wziął Cię za rękę i zaczął iść :
- A może mi szanowny pan powie, gdzie idziemy ? - dopytywałaś
- <t.i.> spokojnie. Nie zapeszaj.
W końcu wprowadził Cię po schodach, prosto, chyba w lewo, znów po schodach, znów prosto i poczułaś trawę ocierającą się o podeszwy Twoich granatowych Converse'ów. Kazał Ci zdjąć opaskę. Na początku zamknęłaś oczy, bo .. coś ! nie pozwalało Ci ich otworzyć. Oczywiście tym czymś było strasznie jasne światło. `On chyba mnie zamordował ! Zadźgał nożem w rocznicę ! Ja się z góry zemszczę na kolesiu ! Jeszcze tego pożałuje ! ` - pomyślałaś. Jednak po chwili okazało się, że jesteście na stadionie, a to bardzo jasne światło dobiegało z reflektorów skierowanych na środek boiska. Spojrzałaś w dół. Zobaczyłaś kocyk, kilka kanapek, Twoje ulubione ciasto i puszki Coca-Coli. Odwróciłaś się. Zobaczyłaś Sivę w stroju do piłki nożnej, zakładał rękawice. Spytałaś o co chodzi. On na to, że nie ma żarcia bez wysiłku. Nie wiedziałaś o co chodzi. Ale gdy chłopak zaczął się rozgrzewać na bramce, pomyślałaś, że zagracie meczyk. Tylko Wy dwoje.
Dawaj Ci fory. Nie chciał , żebyś przegrała. Trawiłaś prawie wszystkie bramki. Oczywiście Seev udawał, że nie wiedział jak to zrobiłaś ^^ chwalił Cię, że jesteś mistrzynią etc.
W końcu oboje zgłodnieliście i podeszliście do koca. Na pierwszy ogień poszły Cole :D
Byliście trochę zmęczeni, więc musieliście się napić. Później zjedliście przygotowany przez Sivę `piknik`. Rozejrzałaś się z uśmiechem. Na trybunach nikogo. Pomyślałaś, że specjalnie dla Was wynajął stadion.
Poszedł się przebrać, gdy wrócił .. przybiegł do Ciebie :
- Musimy iść ! Szybko ! - powiedział zaśmiany
- Dlaczego ? - spytałaś szybko i wzięłaś swoją torebkę
- Okazało się, że teraz jest trening i jak nas zobaczą, to mamy przerąbane.
- No to na co czekasz ?! Biegniemy !
Wzięliście swoje rzeczy, oczywiście zostawiając koc z przysmakami i uciekliście. Wybiegając ze stadiony nie mogliście ze śmiechu. Po prostu już płakaliście. Siva wpakował Cię do samochodu i sam usiadł obok. Odwiózł Cię do domu :
- Ubierz się ładnie. Mam jeszcze jedną niespodziankę. - pocałował Cię i pozwolił wejść do mieszkania
Nie wiedziałaś o co chodzi, ale zrobiłaś, co kazał. Ubrałaś śliczną, długą suknie i wysokie obcasy. Włosy rozpuściłaś i wzięłaś tylko małą kopertówkę. Schodząc po schodach złapałaś swoją miętową suknie w rękę nie chcąc jej pobrudzić, nadepnąć. Okazało się, że w salonie czeka Irlandczyk. Zaniemówił, gdy Cię zobaczył :
- Wow. Kochanie ... wywyglądasz ... wyglądasz .. cucudownie .. - jąkał się
- Dziękuję. Ty w tych dżinsach i koszulce z Barcelony też wyglądasz elegancko. - zaśmiałaś się
- Oj weź. To było dla jaj. - poszedł do łazienki
- Ale gdzie Ty idziesz ?
- A dasz mi chwilę prywatności ?
- No co zaa .. - znów się zaśmiałaś
Wyszedł w ... GARNITURZE !
- Wow. Kochanie ... nigdy nie widziałam Cię w garniaku. - powiedziałaś
- No widzisz ?
- No teraz widzę. - znowu śmiech , na co on puścił Ci oczko
Obejmując się znów wsiedliście do auta. Seev zabrał Cię na romantyczną kolację. Siedzieliście w pustej restauracji, gdzie pod ręką mieliście tylko kelnera, szefa kuchni, barmana i kwartet smyczkowy. Byłaś zachwycona. Ale powstrzymywałaś łzy. Nagle Siva dał znak `orkiestrze` i kelnerowi. Ci zaczęli grać, a chłopak poszedł do kuchni. Chwila patrzenia sobie w oczy i nagle światło przygasło. Rozejrzałaś się i ujrzałaś powoli otwierające się drzwi od kuchni. Wyszedł stamtąd szef z tortem. Wtedy chłopak przy Tobie uklęknął i wyjął z kieszeni marynarki pierścionek :
- Kocham Cię Skarbie. Nie wyobrażam sobie życia u boku innej. Zostaniesz ze mną już na zawsze, jako moja żona ? - spytał
- TAK ! TAK ! TAK ! - rzuciłaś się na niego
Siva założył Ci pierścionek i pocałowaliście się. Wtedy zjedliście trochę tortu zaręczynowego ^^ i pojechaliście do niego ...
*********
3 MIESIĄCE PÓŹNIEJ !
Planujecie ślub. Wasi znajomi są już o tym poinformowani i pomagają Wam, ale Ty chcesz jeszcze zaczekać, bo nie zmieścisz się w sukienkę.
Jesteś w trzecim miesiącu ciąży. Nie dość, że będziesz szczęśliwą mężatką, to jeszcze matką cudownego chłopca :)
Vic..
niedziela, 8 lipca 2012
14.Jay ♥
Siedzisz w domu i się nudzisz. Nie masz pojęcia co ze sobą zrobić. Są wakacje. Twój chłopak powiedział Ci, że dziś nie możecie się spotkać, ponieważ on idzie na kręgle z rodzicami. W końcu dajesz namówić się swojej przyjaciółce i idziesz z nią na zakupy. W galerii handlowej, razem z <i.t.p.> wchodzicie do małej kawiarenki i zamawiacie kawę. Rozmawiacie i rozmawiacie. Nagle przypadkowo patrzysz za szybę kawiarni. A tam kto ? Jay i jakaś laska. Gadają. Tak po postu. Wysyłasz mu smsa : `Hej Kochanie. Szkoda, że dziś się nie spotkaliśmy. Miłego dnia z rodzicami na kręglach. Kocham Cię.` Kiedy spojrzał na wyświetlacz, rozejrzał się. Przeczytał i odpowiedział `Ja Ciebie też.` Zrobiło Ci się smutno. Poczekałaś aż odejdzie i sama wraz z koleżanką kierujesz się do domu.
***
3 dni później.
Idziesz parkiem do <i.t.p.>. Nagle zauważasz, że po drugiej stronie ulicy Jay i ta dziewczyna się całują. Postanawiasz nie robić awantur i z płaczem uciekasz do kumpeli. Opowiadasz jej całą historię. Ona też nie może uwierzyć. Przerwała tą ciszę, która nastała po tym jak się wypłakałaś :
- Dzień wcześniej mówił, że Cię kocha.
- Ale to było wczoraj. Dzisiaj mówi to innej. - odpowiadasz
- Nie możemy tego tak zostawić.
- Co masz na myśli ?
- Zemstę.
- Nie mam ochoty na zemstę. - wstajesz z kanapy - Niech doceni co stracił.
Twoja kumpela nie do końca wiedziała o co Ci chodzi. Myślała, że chcesz o nim zapomnieć. Ale Ty miałaś inne plany.
***
Tego samego dnia idziesz do salonu tatuaży. Masz tam znajomego, więc zgada się zrobić Tobie tatuaż bez zgody rodziców i w dodatku za darmo. Postanawiasz, że swój lewy nadgarstek ozdobisz złamanym sercem.
Po pierwszej połówce masz dosyć, bo strasznie boli, ale wytrzymujesz.
***
Po skończonym wracasz z opatrunkiem do domu. Twoich rodziców jeszcze nie ma. Piszesz smsa do Jay'a : `Słuchaj... nie chciałam tego... ale musiałam to zrobić. Może teraz mnie pokochasz....Żegnaj.`
Po tym wrzucasz komórkę do wanny pełnej wody. Kilka kropelek pryska na Twoje nogi. Podchodzisz do szafki pod lustrem, wyjmujesz nożyczki i idziesz do swojego pokoju. Tam siadasz opierając się o łóżko. Zdejmujesz opatrunek i uśmiechasz się do siebie. Później zaczynasz jechać ostrymi nożyczkami po świeżo zrobionym tatuażu. Bolało jeszcze bardziej. W końcu `wycinasz` całe dwie połówki.
Kładziesz się na dywanie. Krew płynie po Twojej ręce. Zamykasz oczy, zasypiasz. Wtedy do pokoju wchodzi Twój... chłopak. Niestety jest już za późno. Wykrwawiasz się mimo iż rana jest nie wielka. Przecięłaś żyłę. Umierasz.
__________________________________________________________
I jak ? Podoba Wam się ?
Tak mnie wzięło .
Wiem , wiem .
Dużo razy było o cięciu się , ale ja inaczej nie umiem .
Co Wy na to ?
***
3 dni później.
Idziesz parkiem do <i.t.p.>. Nagle zauważasz, że po drugiej stronie ulicy Jay i ta dziewczyna się całują. Postanawiasz nie robić awantur i z płaczem uciekasz do kumpeli. Opowiadasz jej całą historię. Ona też nie może uwierzyć. Przerwała tą ciszę, która nastała po tym jak się wypłakałaś :
- Dzień wcześniej mówił, że Cię kocha.
- Ale to było wczoraj. Dzisiaj mówi to innej. - odpowiadasz
- Nie możemy tego tak zostawić.
- Co masz na myśli ?
- Zemstę.
- Nie mam ochoty na zemstę. - wstajesz z kanapy - Niech doceni co stracił.
Twoja kumpela nie do końca wiedziała o co Ci chodzi. Myślała, że chcesz o nim zapomnieć. Ale Ty miałaś inne plany.
***
Tego samego dnia idziesz do salonu tatuaży. Masz tam znajomego, więc zgada się zrobić Tobie tatuaż bez zgody rodziców i w dodatku za darmo. Postanawiasz, że swój lewy nadgarstek ozdobisz złamanym sercem.
Po pierwszej połówce masz dosyć, bo strasznie boli, ale wytrzymujesz.
***
Po skończonym wracasz z opatrunkiem do domu. Twoich rodziców jeszcze nie ma. Piszesz smsa do Jay'a : `Słuchaj... nie chciałam tego... ale musiałam to zrobić. Może teraz mnie pokochasz....Żegnaj.`
Po tym wrzucasz komórkę do wanny pełnej wody. Kilka kropelek pryska na Twoje nogi. Podchodzisz do szafki pod lustrem, wyjmujesz nożyczki i idziesz do swojego pokoju. Tam siadasz opierając się o łóżko. Zdejmujesz opatrunek i uśmiechasz się do siebie. Później zaczynasz jechać ostrymi nożyczkami po świeżo zrobionym tatuażu. Bolało jeszcze bardziej. W końcu `wycinasz` całe dwie połówki.
Kładziesz się na dywanie. Krew płynie po Twojej ręce. Zamykasz oczy, zasypiasz. Wtedy do pokoju wchodzi Twój... chłopak. Niestety jest już za późno. Wykrwawiasz się mimo iż rana jest nie wielka. Przecięłaś żyłę. Umierasz.
__________________________________________________________
I jak ? Podoba Wam się ?
Tak mnie wzięło .
Wiem , wiem .
Dużo razy było o cięciu się , ale ja inaczej nie umiem .
Co Wy na to ?
Vic..
czwartek, 28 czerwca 2012
13. Seev.♥
Jesteś dobrą znajomą zespołu The Wanted. Od dwóch tygodni podkochujesz się w jednym z nich. Pewnego dnia prosisz go o pomoc :
- Seev ! - wołasz go
- Tak <t.i.> ? - odpowiada
- Pomożesz mi ?
- No jasne. O co chodzi ? - uśmiechnął się
- Mam mały problem. Kocham się w jednym chłopaku i nie wiem jak mu to powiedzieć.
- Chodź ! - powiedział i usiedliście na kanapie - Musisz mu to spokojnie powiedzieć. Tylko się upewnij, że nie ma dziewczyny. - zaśmiał się
- Nie ma. Jestem tego pewna.
- Opisz mi go.
- Wysoki, przystojny, zabawny i mam nadzieję, że dobrze całuje. A jakbym mu to chciała powiedzieć tak... bez słów ?
- Powiedzieć coś bez słów ? - westchnął - Z tym będzie trudniej.
- Zobaczymy. - powiedziałaś i pocałowałaś go; spodobało mu się
- To miał być jakiś test, czy wyznałaś mi miłość tak... bez słów ?
- A jak myślisz ? - tym razem to on Cię pocałował - Mam to traktować jako oficjalną prośbę o chodzenie ?
- A jak myślisz ?
- Że będę miała przesrane z Twoimi fankami. - oboje się uśmiechnęliście
***
Trzy miesiące później.
Chcecie się w końcu ujawnić. Z tej okazji Seev zabiera Cię na mecz. Wiem, mało romantyczne, ale nie mieliście ochoty na kolację przy świecach. Woleliście Coca-Colę i pizzę.
Po jak i w trakcie meczu wokół Was było dużo fanek. Nie trzymaliście się za ręce, więc nikt nic nie podejrzewał. Kiedy jedna z dziewczyn podeszła do Twojego Chłopaka z pytaniem o chodzenie, on powiedział tylko `patrz`. Podszedł do Ciebie i namiętnie pocałował.
***
Kolejne trzy miesiące później.
Jesteście razem od pół roku. Byliście razem w różnych wywiadach etc. Seev nigdy nie pozwolił, abyś miała zły humor, żeby napadły Cię wściekłe fanki, żebyś miała robione zdjęcia z zaskoczenia. Chronił Cię. Właśnie dlatego go kochasz. Swoją drogą ... jesteście zaręczeni. Planujecie ślub, a Ty myślisz tylko o dzidziusiu, którego również macie w planach. Jednak Siva uznał, że to za wcześnie. Postanowił, że bezpieczniej będzie jak wyjedziecie w podróż poślubną... przed ślubem.
_____________________________________
No to Alice ma to co chciała !
Mam nadzieję, że się podoba .
Bo mi osobiście nie za bardzo, ale mi to się rzadko co podoba ;P
Więc Ali ? Co o tym myślisz ?
Napisać innego ?
- Seev ! - wołasz go
- Tak <t.i.> ? - odpowiada
- Pomożesz mi ?
- No jasne. O co chodzi ? - uśmiechnął się
- Mam mały problem. Kocham się w jednym chłopaku i nie wiem jak mu to powiedzieć.
- Chodź ! - powiedział i usiedliście na kanapie - Musisz mu to spokojnie powiedzieć. Tylko się upewnij, że nie ma dziewczyny. - zaśmiał się
- Nie ma. Jestem tego pewna.
- Opisz mi go.
- Wysoki, przystojny, zabawny i mam nadzieję, że dobrze całuje. A jakbym mu to chciała powiedzieć tak... bez słów ?
- Powiedzieć coś bez słów ? - westchnął - Z tym będzie trudniej.
- Zobaczymy. - powiedziałaś i pocałowałaś go; spodobało mu się
- To miał być jakiś test, czy wyznałaś mi miłość tak... bez słów ?
- A jak myślisz ? - tym razem to on Cię pocałował - Mam to traktować jako oficjalną prośbę o chodzenie ?
- A jak myślisz ?
- Że będę miała przesrane z Twoimi fankami. - oboje się uśmiechnęliście
***
Trzy miesiące później.
Chcecie się w końcu ujawnić. Z tej okazji Seev zabiera Cię na mecz. Wiem, mało romantyczne, ale nie mieliście ochoty na kolację przy świecach. Woleliście Coca-Colę i pizzę.
Po jak i w trakcie meczu wokół Was było dużo fanek. Nie trzymaliście się za ręce, więc nikt nic nie podejrzewał. Kiedy jedna z dziewczyn podeszła do Twojego Chłopaka z pytaniem o chodzenie, on powiedział tylko `patrz`. Podszedł do Ciebie i namiętnie pocałował.
***
Kolejne trzy miesiące później.
Jesteście razem od pół roku. Byliście razem w różnych wywiadach etc. Seev nigdy nie pozwolił, abyś miała zły humor, żeby napadły Cię wściekłe fanki, żebyś miała robione zdjęcia z zaskoczenia. Chronił Cię. Właśnie dlatego go kochasz. Swoją drogą ... jesteście zaręczeni. Planujecie ślub, a Ty myślisz tylko o dzidziusiu, którego również macie w planach. Jednak Siva uznał, że to za wcześnie. Postanowił, że bezpieczniej będzie jak wyjedziecie w podróż poślubną... przed ślubem.
_____________________________________
No to Alice ma to co chciała !
Mam nadzieję, że się podoba .
Bo mi osobiście nie za bardzo, ale mi to się rzadko co podoba ;P
Więc Ali ? Co o tym myślisz ?
Napisać innego ?
Vic..
Subskrybuj:
Posty (Atom)